2015/03/24

M·A·C Toledo Bellgreens Eye Shadow x 6


Kolekcja M·A·C Toledo pojawiła się w sklepach na początku marca. Para Isabel i Ruben Toledo z radością podjęli współpracę z M·A·C, który dał im pełną dowolność w tworzeniu kolekcji. Opakowania zaprojektowane przez Rubena ozdabiają produkty. Isabel, która kocha czerwień i podobno potrafi opisać świat za jej pomocą, matkowała stworzeniu pięciu odcieni czerwonych szminek wraz z pasującymi do nich błyszczykami aby umożliwić kobietom zabawę nie tylko kolorem ale i fakturą. Ze współpracy powstała bardzo ciekawa kolekcja. Ja skusiłam się na zieloną paletę cieni Bellgreens i limonkową kredkę Pearlglide w odcieniu Chlorafill


Poprzednie prostokątne palety mieściły w sobie 4 okrągłe cienie. Tutaj M·A·C poszedł  moim zdaniem w dobrym kierunku tworząc paletę tej same wielkości, ale wypełniając ją cieniami aż po brzegi. W efekcie mamy 6 odcieni w jednej paletce. Moim skromnym zdaniem paleta Bellgreens jest skomponowana świetnie. Od najjaśniejszego cienia Fresh Blade do ciemnego, prawie szarego z zieloną perłą Sushigreen - za pomocą tylko tej palety możemy wykonać pełen makijaż. Paleta zawiera dwa cienie z regularnej kolekcji: Gorgeous Gold (VXP) i Charcoal Brown (M). Ten pierwszy posiadam już w swojej kolekcji ale jest minimalnie inny niż ten w palecie, co za chwilę Wam pokażę, natomiast drugiego nie miałam, więc nie zdublował mi się :) 


To, co bardzo podoba mi się w tym zestawieniu to fakt, że nie mamy tu ani jednego cienia w wykończeniu Lustre (czyli tym o lekkim kolorze i mocno drobinkowym wykończeniu). Jeden cień matowy - Charcoal Brown jest fantastycznie napigmentowany i przyjemnie miękki. Reszta to naprawdę dobra jakość. 

Fresh blade (VXP), Gorgeous Gold (VXP), Vicuna (F)
Savant (S), Charcoal Brown (M), Sushigreen (V)

Poniżej widać jak różni się cień Gorgeous Gold z palety (pierwszy swatch) i z regularnej kolekcji. Ten z palety jest mniej napigmentowany a bardziej według mnie nada się do rozcierania, rozświetlania itp. Dla mnie nie jest gorszy. Jest po prostu zupełnie inny pod względem wykończenia.


No i makijaże. Wałkowałam tę paletę już na kilka sposobów. Ogólnie lubię ją dzielić na brązy i zielenie i łączyć w ten sposób, lub kontrastować np tę musztardowo-limonkową zieleń ze spokojną resztą oka w brązie.

W pierwszym makijażu na środku ruchomej powieki jest nałożony zielony cień z palety Vice 3 a reszta to zawartość Bellgreens.


A tutaj już tylko Bellgreens :) 


Bardzo ją lubię i sądzę, że to fajny kontrast dla miliona moich fioletowych palet, na punkcie których ogólnie mam bzika :D Sądzę, że to całkiem fajna alternatywa dla palet cieni Diora czy Chanela, za którymi nie przepadam (choć z Chanela wiele produktów lubię ale cienie nigdy mnie nie porwały), a które wypadają jeszcze drożej. Tu mamy 6 naprawdę porządnych odcieni za 181zł. I nadal są do kupienia na stronie :)

2015/03/21

Trzy młode blogi, które polecam!


Dzisiaj nietypowy post na leniwe sobotnie przedpołudnie :)

Pomyślałam sobie, że to w zasadzie przyzwoity pomysł. Podzielić się z Wami moimi ulubionymi młodymi blogami. Świeżością. Nowością. Tak w wiosennym duchu. 

O tym, że początki są trudne i żmudne doskonale sama pamiętam. W czerwcu mój blog będzie obchodził piąte urodziny. Blogosfera zmieniła się przez ten czas. W niektórych aspektach dość drastycznie ;) Odnoszę czasem wrażenie, że pośród nowych blogów powstałych "dla współprac" ciężko wyłowić prawdziwe perełki. Z ciekawą treścią, rzetelnymi recenzjami czy ładnymi zdjęciami. 

Chcecie poznać moje typy blogów, które według mnie warto odwiedzić?
Zapraszam :)

-1-

http://lepszawersjasamejsiebie.blogspot.com/

Agnieszka pisze o sobie tak:
Moją pasją od lat jest świat kosmetyki i makijażu. Uwielbiam również kino, przede wszystkim fantastyka i science fiction. Ale ostatnim moim odkryciem jest medycyna naturalna i coaching.

A na założenie bloga namawiałam ją bardzo długo bo o kosmetykach wie mnóstwo i wiele ich przetestowała!
W końcu jest i lubię do niej zaglądać :) 

 -2-

http://justitia33.blogspot.com/

Kolejnym dobrze zapowiadającym się blogiem jest blog Justyny. 
Maniaczka kosmetyków do malowania ust tak jak ja :D
Również czekałam na tego bloga! 

30+. Jestem mamą małego M. i żoną dużego T. Na emigracji od wielu lat. Kawoszka. W makijażu stawiam na usta.

-3-

http://koczek-blond.blogspot.com/

I trzeci blog. Może nie super młody, ale ja odkryłam go dopiero niedawno.
Ładny, przyjemny dla oka layout i naprawdę dobra treść.
Warto zajrzeć do Eweliny i zostać na chwilę dłużej :) 

Witam wszystkie kobiety, które kochają świat kosmetyków, prawdziwą feerię barw, zapachów jak ja. Ceniące sobie najwyższa jakość pielęgnacji, dostosowania do siebie i własnych potrzeb. Zapraszam do wspólnego odkrywania świata, dzięki któremu każdego dnia czujemy się w swoim ciele najlepiej jak możemy.


Prowadzenie bloga to tak naprawdę dla mnie ciągłe doskonalenie się. Kombinowanie z fotami, nauka makijażu, dbanie o styl wypowiedzi, ortografię, interpunkcję... Interakcja z Czytelnikami. A poza tym to fajna przygoda :)

Polećcie w komentarzach jakieś ciekawe blogi, na które zaglądacie :)
P.S. do Waszych dojście mam jakby co i bywam, podczytuję :)

2015/03/18

M·A·C Bao Bao Wan Summer Opal Beauty Powder


M·A·C wraz z wiosną rusza z nowościami. W tym miesiącu w salonach pojawiły się między innymi limitowane kolekcje Toledo i Cinderella. Do sprzedaży na stałe weszły konturówki z kolekcji Pencilled In - w końcu gama CUDOWNYCH M·A·Cowych Lip Pencils została powiększona o kolejne świetne odcienie! Po cichutku natomiast na stronie pojawiła się kolekcja Bao Bao Wan, o której w sumie nie było zbyt wielu informacji. Na tyle było o niej cicho, że do momentu dostania Newslettera nie wiedziałam, że znajdują się w niej takie cacka.

Bao Bao Wan to pochodząca z Pekinu projektantka niezwykle pięknej biżuterii, która tak mówi o sobie: "Każda sztuka biżuterii, którą tworzę reprezentuje mnie, jak również całe pokolenie Chinek - kobiet niezwykle wrażliwych i delikatnych, a jednocześnie odważnych i szalonych" (źródło:KLIK). Przyznam szczerze, że ta kolekcja jest obłędna - począwszy od opakowań, na zawartości skończywszy. Skupmy się jednak na pudrze.


Puder Summer Opal rozgrzewa zmysły już samą nazwą. Ale zacznijmy od opakowania. To elegancki kompakt, na pierwszy rzut oka brązowy ale kiedy przypatrzymy się bliżej zauważymy, że w tym brązie zatopione są delikatne szmaragdowe drobiny. Już samo opakowanie opalizuje niczym szlachetne kamienie! Kompakt jest solidnie wykonany, nie ma lusterka - z jednej strony to może być minus, z drugiej jednak dzięki temu jest piękny! Bo przez okienko widać cały produkt :) Szczerze mówiąc tego typu produkty (mowa o rozświetlaczach) aplikuję i tak jedynie w domu rano, więc nie potrzebuję do nich lusterka w pudełku. 



Pudru mamy aż 11,19g i jeśli jego wydajność jest choćby zbliżona do pozostałych pudrów / rozświetlaczy z M·A·C to starczy go na wieki! 

Beauty Powders z M·A·C to dość dziwne produkty. Są w ten sposób bowiem nazywane pudry rozświetlające mocniej, delikatniej, wykańczające czy lekko brązujące. Summer Opal w świetle sztucznym błyszczy cudownie w opakowaniu, na skórę na szczęście ten błysk aż tak się nie przenosi. Jest subtelny, tworząc piękną taflę bez większych drobin. Można z nim przesadzić i uzyskać sztuczny "wyświecony" efekt jeśli damy go dużo za dużo, ale aplikowany lekką / normalną ręką świetnie wykończy makijaż i nada twarzy wymiaru. Nie wiem, czy latem nie będę używać go na całą twarz, delikatnie omiatając ją dużym pędzlem. Kolor jest dość specyficzny. Na mojej dość jasnej skórze jest delikatnie widoczny, lekko brązowo-różowo-złoty, opalizujący właśnie. Drobinki (a raczej ten delikatny shimmer) nie migrują, nie znajdują się nagle i niespodziewanie w okolicach, powiedzmy, żuchwy.


Da dłoni prezentuje się następująco:



A tutaj na policzku błyszczy tylko Summer Opal.


Puder jest piękny wizualnie (to opakowanie!!) i daje świetny efekt. Co prawda na maccosmetics.pl już go nie ma, ale moim zdaniem warto na niego zapolować :)

2015/03/17

Happy Saint Patrick's Day :) na zielono


Dzisiaj zielono nie tylko na dworze (15 stopni!!!) ale również na paznokciach i w makijażu. Bardzo sympatyzuję z wieloma zwyczajami i świętami obchodzonymi na całym świecie więc i na Świętego Patryka nie mogło być inaczej.

Na paznokciach wyżej widzicie obłędny przepiękny lakier Kiko 533 w odcieniu cudnej zieleni z bilionem drobin. Na pewno będę go jeszcze próbowała obfocić, żeby pokazać Wam jak bardzo jest piękny :)


Żeby pasowało, na oku wylądował zielony makijaż. Miałam przy okazji możliwość użycia kilku nowości z ostatnich zakupów. Rozpiska poniżej.

Twarz
Puder Guerlain Meteorites Compact 01 Teint Rose
Korektor pod oczy  Pixie 01 Vanilla Cream
Korektor na twarzy Catrice Camouflage 010
Róże M·A·C Powder Blush: Ripe For Love i Cheeky Bugger
Rozświetlacz: M·A·C Bao Bao Wan Summer Opal
Bronzer KOBO Nubian Desert
 
Oczy i brwi
Urban Decay Primer Potion Eden 
M·A·C Paint Pot Soft Ochre
Urban Decay Vice 3 odcień Dragon (na środku powieki)
M·A·C Bellgreens paleta, odcienie: Gorgeous Gold, Vicuna, Fresh Blade, Sushigreen
Pupa Graphic paleta Art Fair - limonkowy cień
M·A·C Fluidline Dark Envy (na górnej powiece)
M·A·C Pearlglide eyeliner Chlorafill (na dolnej powiece)
Sephora Contour Eye Pencil 12HR wear w odcieniu 20 Good Mood 
Tusz Benefit Roller Lash 
Kiko Volume & Definition Top Coat Mascara   
Kredka do brwi Golden Rose 406
Cień M·A·C Copperplate
Tusz do brwi Benefit Gimme Brow Light /Medium

Usta:
Kiko błyszczyk 3D Instant Volume 217





A Wy - mieliście dzisiaj coś zielonego? :) Oprócz nastroju? Ja przeganiam zimę, niech już sobie idzie! Z chęcią uściskam wiosnę, taką pełną gębą. Z lekkimi kurtkami i adidasami zamiast niegramotnych (ale ciepłych!) Emu.

2015/03/11

Bomb Cosmetics masło do ciała 30% Shea Bita Śmietanka


O kosmetykach Bomb Cosmetics pisałam już w dwóch postach: TU o myjącym maśle pod prysznic i TU o babeczce do kąpieli. Obydwa te kosmetyki zyskały moją przychylną opinię. Jak jest w przypadku tego masła do ciała? Od razu popsuję Wam oczekiwanie - jest świetnie!


Masło przychodzi do nas w pięknym pudełku utrzymanym w stylistyce słodkiej i uroczej. Za 39zł otrzymujemy 200ml produktu o zbitej, zwartej konsystencji. Troszeczkę przypomina mi puszysty krem do ciała z L'Occitane, o którym pisałam TUTAJ. Na szczęście na podobieństwie w konsystencji się kończy. Masło z Bomb Cosmetics jest dużo lepsze, zarówno pod względem pielęgnacyjnym jak i w kwestii aplikacji.

Bardzo lubię przed rozsmarowaniem go na ciele lekko rozgrzać je w dłoniach - dzięki temu gładziutko rozprowadza się na skórze i nie ma problemu z jego wmasowaniem. Procesowi temu towarzyszy cudowny śmietankowo-owocowy aromat. Czuć w nim odrobinę koksa, banana, lekko śmietankową słodką nutę. Ciężki mi go przyrównać do czegokolwiek. Nie jest jednak z pewnością ani za słodki, ani za owocowy - ten balans bardzo przypadł mi do gustu. Masło dość dobrze się wchłania, nie mam uczucia lepkości kiedy wskakuję w pidżamę po 10-15 minutach od jego nałożenia. Kończyny na drugi dzień są nadal dobrze odżywione i nawilżone :D Jest to fajne zwłaszcza zimą, kiedy lżejsze mleczka czy balsamy nie radzą sobie z utrzymaniem suchości skóry w ryzach.


Jestem przekonana, że to nie ostatni produkt do pielęgnacji ciała z Bomb Cosmetics, który trafił do mnie. Z pewnością będę jeszcze szaleć na mintishop.pl - mam na liście między innymi peeling pod prysznic Mango czy malinowe masło do ciała :) Człowiek mógłby nie wychodzić spod prysznica!

Składniki: Sucrose, Glycerin, Aqua (woda), Sodium Cocoyl Isethionate, Sorbitol, Propylene Glycol, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Parfum (aromat), Phenoxyethanol, olej z ziaren Helianthus Annuus (słonecznika), Ethylhexylglycerin, Tetrasodium Etidronate, Citrus Nobilis (Mandarin) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Denatonium Benzoate, Benzyl Alcohol, Limonene, Benzyl Benzoate, CI 42090 (Blue 1), CI 14700 (Red 4), CI 17200 (Red 33).

2015/03/09

M·A·C Mineralize Skinfinish Perfect Topping


Miałam w moim kosmetycznym życiu taką fazę, że wszystko, co się błyszczało było od razu skreślane z listy zakupów. Z czasem (i z wiekiem, hehe) przyszła jednak taka chwila, że nastąpiła totalna odmiana. Z hejterki rozświetlaczy stałam się ich wielką miłośniczką. Moja kolekcja jest już całkiem spora i naprawdę ciężko mnie czymkolwiek zaskoczyć. Jednak, kiedy mam wysokie wymagania, M·A·C potrafi nadal im sprostać i za to tak naprawdę kocham tę markę bezgranicznie już od ponad siedmiu lat. Ale do rzeczy. 

Choć Mineralize Skinfinish w odcieniu Perfect Topping przewija się raz po raz w limitowanych edycjach. Dotychczas zawsze z jakiegoś nieznanego mi powodu omijałam go, sądząc, że nie będzie dla mnie. Jednak poległam przy okazji kolekcji Lightness of Being. M·A·C podążając za trendami, wypuścił ten rozświetlacz w pięknym wydaniu - z fantastycznym tłoczeniem, na które jak wiadomo, jako sroka, się skusiłam. Dodatkowo chęć posiadania go wzmogły pozytywne opinie na M·A·Cowym wątku na wizażu. Zatem nie mogło być inaczej.


Jedną z rzeczy, o której musimy pamiętać jest to, że pudry te mogą się od siebie odrobinę różnić. Jedna sztuka będzie zawierała więcej różowych/fioletowych maziajek, inna więcej złotych czy beżowych. Różnice zapewne nie są znaczne, ale drobne mogą się pojawić. Moja wersja jest niesamowicie ciężka do opisania. M·A·C opisywał odcień jako błyszczącą jasną brzoskwinię z lawendowymi akcentami. Jakimś dziwnym cudem na mojej skórze ten odcień prezentuje się naprawdę uroczo - nie jest za ciemny więc perfekcyjnie rozświetla, nie ma wyrazistych drobin, a bardziej daje płynna ale subtelną taflę.


Kiedy robiłam zdjęcia na dłoni próbowałam wychwycić jakie odcienie widzę. Szczerze - zgłupiałam. Błyskało tam złoto, beż, róż, lawenda, można dostać oczopląsu. Wszystko to razem na buzi wygląda bardzo elegancko. Sądzę, że jest to odcień, który będzie pasował naprawdę wielu karnacjom.




I kilka makijaży z Perfect Topping goszczącym na policzkach. Jestem nim zachwycona, odkąd go kupiłam praktycznie w kąt poszły inne rozświetlacze...





Ten rozświetlacz cudownie ożywia cerę, trwałości nie mogę nic zarzucić ale jak wiecie u mnie się raczej większość produktów dobrze trzyma. Żałuję ogromnie, że to limitowana edycja, bo rozszedł się jak świeże bułeczki.

2015/03/08

Rozdanie - wyniki!

Jestem! 
Chyyyyyyba przestanę robić rozdania!

Moment wyboru zwycięzcy to ZAWSZE dla mnie katusze. Chciałabym nagrodzić wszystkich, jednak nagroda jest tylko jedna i może trafić tylko do jednej osoby... No, chyba, że wygrywająca zechce się podzielić dalej ;) Ale to nie zależy już ode mnie ;)

Zabawę, która kończy się dzisiaj, czyli w Dzień Kobiet (a tym samym myślę, że całkiem fajny prezent z tej okazji) wygrywa:

xxxchuda

Gratuluję i czekam na maila! :)

Korzystając z okazji mam do Was prośbę. 
Google wyrzuca czasem sam z siebie osoby z Obserwatorów. Zanim napiszecie zgłoszenie, upewnijcie się, że obserwujecie! Można to spokojnie zrobić klikając w Obserwuj - jeśli już jesteście w tym zacnym gronie to drugi raz Was nie doda. A upewnicie się tym samym, że nagroda nie przejdzie nikomu koło nosa.


2015/03/04

Catrice Camouflage Cream


Dzisiaj na blogu produkt - legenda. I absolutnie nie zamierzam jej obalać. Bez owijania w bawełnę - kamuflaż Catrice jest bardzo udanym produktem tej marki. Bardzo. Gości u mnie w makijażu praktycznie codziennie. W moim odcieniu 010 jest już spory dół i pewnie niedługo będę kupowała kolejne opakowanie.


Kamuflaż ma naprawdę świetną moc krycia. Niejeden korektor przy nim wymięka - do korekty punktowej nie znalazłam chyba lepszego drogeryjnego kosmetyku. Oczywiście - kamuflaż Kryolanu czy Make Up For Ever kryją równie dobrze, ale to jednak produkty z wysokiej półki cenowej. Tutaj dostajemy produkt za 12zł o naprawdę dobrej jakości

Jest fajnie kremowy, pod wpływem dotyku delikatnie się jakby rozpuszcza sprawiając, że z łatwością można nabrać go na palec. Bo najczęściej stosuje go właśnie tak - wklepując w newralgiczne miejsca paluchem. Nie lubię go rozsmarowywać, wolę delikatnie i metodycznie wklepywać - daje wtedy piękne krycie nawet w przypadku np. małych strupków. Nie wysusza skóry, nie zapycha jej. Odcień 010 jest idealnie jasny dla mojej karnacji - brawo za niego! 020 kupiłam z myślą o stosowaniu u innych osób. Gdzieś mignął mi kiedyś 030 ale w minti go nie mają :/ W trakcie dnia bardzo dobrze trzyma się skóry (ja zawsze nakładam go na podkład, pod puder), nie odsłania niedoskonałości, nie znika. Jestem nim zachwycona i powiem Wam szczerze, że w kwestii korektorów na niedoskonałości, przebarwienia itp jest to chyba mój Kosmetyk Wszech Czasów.


Czy ma jakieś wady? Dwie drobne. Pierwsza to opakowanie - moje niestety się rozpadło. Wieczko popękało i wyleciało z ramki. Posklejałam je taśmą klejącą bo szkoda wyrzucać, jednak wygląda to mało estetycznie. Ja wiem, że jeśli produkt kosztuje 12zł to ciężko go solidnie zapakować ale nie obraziłabym się, gdyby był ciut porządniejszy ten słoiczek. Na plus - jest lekki, dobrze, że nie jest szklany. Drugi malutki minus - brak większej ilości odcieni! Nie pogardziłabym jeszcze jakimś jasnym różowym albo banankiem. Oczywiście te dwie kwestie w żadnym wypadku nie wpływają na jakość samego kosmetyku i na to, że jest świetny. Ot - coś do poprawki! 

Poniżej prezentacja odcieni: 010 i 020.



Dajcie koniecznie znać, czy znacie ten produkt i co o nim sądzicie :) Ja pozostanę mu wierna z pewnością długo. Ciężko przebić taką jakość z taką ceną :)

2015/02/28

Sylveco Tymiankowy żel do twarzy


Marki Sylveco nie muszę chyba nikomu przedstawiać. W internecie jest o niej głośno i nie ma się co dziwić. Firma rodzima, o ciekawych składach. Kiedy na spotkaniu blogerów jakiś czas temu w moje zawsze spragnione nowości ręce wpadł między innymi ten żel do mycia twarzy postanowiłam się z nim zapoznać i zmierzyć z legendą jaka już wtedy krążyła o marce. Musicie wybaczyć, jestem pewna, że robiłam zdjęcia nowego produktu ale niestety gdzieś wyparowały dlatego macie foty reszty jaka mi została :)

Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to wygoda opakowania. Naprawdę, jakoś nie przepadam za tubkami jeśli chodzi o produkty do demakijażu / mycia twarzy. Mokre dłonie, ciężkie do podważenia zatyczki - to nie dla mnie. Dlatego produkty w pompce cieszą mnie podwójnie - używa mi się ich dużo łatwiej, a potem przydają się jeszcze kiedy przelewam do nich niefortunne tubkowe specyfiki. Poza tym - co więcej o opakowaniu można powiedzieć? Szata graficzna Sylveco jako naturalnej marki bardzo do mnie przemawia - jest prosto, elegancko, ziołowo i zachęcająco.

Buteleczka wydaje się niewielka (150ml) ale jakimś cudem jest bardzo wydajna. Używam tego żelu i używam, a zdaje się nie mieć końca. Na całą twarz jednorazowo potrzebuję około 1,5 porcji - jedna, mam wrażenie, to odrobinę za mało. Produkt nie pieni się jak tradycyjne żele. Ale mój płatkowy test pokazuje, że działa i to jest najważniejsze :) Zmywa makijaż bardzo dokładnie. Pachnie bardzo fajnie, ziołowo. Przyznam szczerze, że był taki okres w moim życiu, że nie przepadałam za ziołowymi aromatami, jednak ostatnimi czasy ulega to zmianie. Ten jest wyrazisty, naprawdę mocno tymiankowy - pierwsze skojarzenie oczywiście z syropem na kaszel, ale po chwili przyzwyczajenia można się z nim naprawdę polubić. Lubię go również za działanie bo nie wysusza mi skóry, po myciu mam potrzebę nałożenia kremu ale nie jest to potrzeba pilna. Nie jest nieprzyjemnie czy niekomfortowo.


Z pewnością kolejna butla już wkrótce zagości w mojej łazience, a tymczasem wczoraj rozpoczęłam używanie na noc kremu rokitnikowego, więc jeśli i on dobrze się sprawdzi to spodziewajcie się recenzji.

Dla ciekawych skład:
Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Thymus Vulgaris Extract, Panthenol, Malic Acid, Sodium Bicarbonate, Sodium Benzoate, Thymus Vulgaris (Thyme) Oil.

2015/02/27

Delikatny dymek z błyskiem


HA! Aż do teraz nie rozumiałam moich koleżanek prowadzących blogi bardziej makijażowe niż te z recenzjami, kiedy marudziły mi jak to trudno jest nadać nazwę postom z makeupem :D Mam wrażenie, że czego nie wymyślę, brzmi dziwnie. Ale trudno, jakoś zatytułować trzeba. 

Dziś kolejny dzień wstępnego testowania palety Balmsai. O ile Balm Voyage nie do końca po pierwszym użyciu mnie oczarował (będziemy nad tym pracować) o tyle Balmsai wróżę szybkie denkowanie. Jest pięknie, jak na razie.

Do zrobienia makijażu użyłam:

Twarz
Puder sypki Glazel Visage
Korektor pod oczy  M·A·C Mineralize NC15
Korektor na twarzy Catrice Camouflage 010
Róże M·A·C Pro Longwear Blush: Fleeting Romance i Blush All Day
Rozświetlacz: M·A·C Perfect Topping
Bronzer Sephora Archipelago
Róż NYX Taupe do konturu

Oczy i brwi
Zoeva cień Luster z palety Rose Golden
theBalm: cienie Score, Dig It, Woody, High Tide z palety Balmsai
Cień w kremie Pupa Cream eyeshadow Vamp! odcień 101 na środku powieki
Miedziany i jasny pyłek z wieżyczki Glazel
Urban Decay 24/7 Waterproof liner w odcieniu Perversion
Tusz Benefit Roller Lash
Kredka do brwi Golden Rose 406
Tusz do brwi Benefit Gimme Brow Light /Medium

Usta:
Maybelline ColorSensational The Elixir 090 Rose Redifined 






Chodził za mną makijaż w tym stylu już od dawna. Może być? Od jakiegoś czasu jestem zakochana w pyłkach Glazel, zastanawiam się nad dokupieniem jeszcze jakichś wieżyczek. Chcecie je zobaczyć bliżej?