2014/11/25

M·A·C Hity bez limitu: szminka Brave


Dzisiaj znowu pokażę Wam szminkę, bez której nie wyobrażam sobie mojej M·A·Cowej kolekcji. A jest to odcień, który pewnie wiele z Was zaskoczy - ani to czerwień, ani róż, ani fuksja, nic wyjątkowo żywego... Ot - niby zwykłaczek, ale jest to jedna z fajniejszych szminek na dzień, dająca na moich ustach efekt nude pozbawiony pierwiastka trupiego. 


Brave, bo o niej mowa, to szminka o wykończeniu satynowym (o innych wykończeniach możecie poczytać w pierwszym poście o soczyście różowej Show Orchid). Jest miękka, gładko sunie po ustach, nie wysusza ich. Poziom krycia określiłabym jako dość mocny. Wykończenie, jakie daje jest lekko kremowe, nie błyszczy mocno, tak jak choćby pomadki o wykończeniu Lustre. Na ustach trwa około 3h, zjada się perfekcyjnie równomiernie


 

Według mnie to idealna propozycja dla kobiet, które chcą wyglądać elegancko. Dla tych, które w pośpiechu stawiają na bezpieczny odcień - mnie też się czasem zdarzają takie sytuacje. Albo kiedy mocniej lub bardziej wymyślnie podkreślam oko. Wtedy czasem nachodzi mnie, żeby usta zostawić w spokojnej tonacji. Ale nie przepadam za nimi nieumalowanymi - szybko i agresywnie reagują na zmiany otoczenia - sinieją, czerwienią się, pękają. W takich sytuacjach sięgam po szminki w stylu Brave czyli te w typie My Lips But Better. Niby nie rzucają się w oczy, ale jednak coś na ustach jest, wyrównuje ich koloryt i dba o kondycję.

Serdecznie polecam Wam wypróbowanie tej szminki - warto mieć w kosmetyczce choć jeden taki uniwersalny odcień. Co o niej sądzicie?

2014/11/23

M·A·C Holiday 2014: Objects of Affection & Heirloom


Konkurs z Craft & Beauty trwa w najlepsze - zachęcam gorąco do brania udziału bo woski są naprawdę fantastyczne! 

Dzisiaj natomiast chciałam Wam pokazać coś M·A·Cowego na czasie. Jak wiecie, M·A·C co roku w okolicach listopada i grudnia wprowadza do sprzedaży limitowane edycje świąteczne. Ach jak ja czekam na ten czas! To wtedy pojawiają się zestawy z miniaturowymi produktami w świetnych cenach a wtóruje im zwykle kolekcja kolorowa w stylizowanych opakowaniach. Zawsze towarzyszy tym kolekcjom przepych, jest bardzo "na bogato". Tak rzecz się ma i w tym roku. Czekałam na te cuda długo i kiedy z wypiekami na twarzy wparowałam do wrocławskiego salonu nie wiedziałam gdzie patrzeć. Skończyło się na pokaźnych zakupach ale poważnie - nie mogłam się oprzeć.

Sety pigmentów w tym roku mnie oczarowały. Przyznam szczerze, że wcześniej rzadko kiedy patrzyłam na takie zestawy, chyba przeważnie dlatego, że albo za dużo było w nich odcieni z regularnej kolekcji, albo nie wiedziałam co zrobię z glitterem... Jednak w tym roku przeważyły względy praktyczne - pigmenty duże i tak ciężko zużyć, tutaj mamy większą ofertę kolorystyczną Zestaw 4 pigmentów i jednego glittera kosztuje 140zł więc to raptem 44 zł więcej niż jeden pigment. Pigmenty regularne mają 4,5g pojemności, w zestawie dostajemy 4x2,6g i 1x4g (glitter). Tak więc w cenie 1,5 słoiczka regularnego pigmentu mamy w gramach równowartość trzech pełnych słoików. Deal jest więc świetny. Gdyby pigmenty w pozostałych dwóch zestawach nie pokrywały się w 70% z tymi, które posiadam (spora część byłą repromote'ami czyli pojawiła się w sprzedaży już kiedyś) to z pewnością kupiłabym je wszystkie. A tak w ręce wpadły mi dwa: Silver + Blue oraz Gold + Beige.


Pierwszy z nich, Silver + Blue Pigments + Glitter  zawiera cztery pigmenty: White, Blue Noir, Deep Blue Green oraz Dark Soul a także pigment w odcieniu Grey. Na pewno ze wszystkich zrobię użytek, są naprawdę urocze. 





Zestaw Gold + Beige Pigments + Glitter to piękny zestaw dzienniaków - od lekko żółtego połyskującego Lithe, przez błyskotki English Gilt i Pretty It Up po głęboki matowy Deep Brown. Do tego glitter Gold który będzie idealny do świątecznych makijaży jako kreska czy do ozdabiania paznokci.





Z kolekcji pojedynczych produktów Heirloom Mix wybrałam obydwa róże mineralne Sweet Sentiment i Modest Blush, prasowany pigment Enchantment i fluidline (a jakże) Dark Majesty.


Róże mineralne z M·A·C to moja słabość. Zawsze sobie powtarzam, że nie opłaca się, że nie mam na nie miejsca (mineralnych niestety nie da się zdepotować więc muszą pozostać w opakowaniach oryginalnych). A i tak kończę kupując kolejny unikatowy odcień ;) Tym razem z obu jestem zadowolona, choć moim zdaniem Sweet Sentiment jest trochę trudniejszy w obsłudze.


To dwa zupełnie różne produkty - Modest Blush to praktycznie bezdrobinkowa minimalnie satynowa rozbielona brzoskwinia z którą, ze względu na lekko bardziej zbitą konsystencję, ciężko przesadzić.


Sweet Sentiment jest dość błyszczącym chłodnym różem z domieszką fioletu, jest bardziej miękki niż Modest Blush, zdecydowanie łatwiej jest przedobrzyć przy nakładaniu go. Przyznam szczerze - zdarzyło mi się za jego pomocą zrobić z siebie ruską babę :D Więc zalecam ostrożność. 



Prasowane pigmenty to nie nowość w M·A·C. Nowością jest nieco zmniejszona ich pojemność względem niezmniejszonej ani trochę ceny ;P Widocznie podzieliły losy pigmentów sypkich. W sumie specjalnie mnie to nie martwi - przynajmniej da się go wydepotować i włożyć do palety 15. Na szczęście cenę rekompensuje to, co dostajemy. A ja w zawartości jestem po prostu zakochana. Enchantment, podobnie jak kilka innych odcieni, to kameleon - w zależności od kąta padania światła zmienia się z ciemnego granatu w fiolet, do tego ma mnóstwo turkusowych, różowych i fiołkowych drobinek.




W makijażu oka poniżej użyłam tego cienia na całej powiece dodając odrobinę czegoś matowego granatowego w zewnętrznym kąciku ale zabijcie - nie pamiętam czego. Reszta to Enchantment. Turkusowe drobiny, zielone drobiny, różowe drobiny, opalizacje wszelkiej maści - dla mnie ten cień jest po prostu szałowy! Jasne, nakładanie go sprawia odrobinę problemów, drobinki się sypią, to nie jest cień którym pracuje się ultra łatwo. Ale warto się dla efektu pomęczyć moim zdaniem.





Ostatnim produktem z tej kolekcji jest Fluidline Dark Majesty. Czerń z lekką srebrną poświatą. Nie ma w niej mocnych drobin, efekt połysku jest bardzo subtelny. Jak to Fluidline - dla mnie bez zastrzeżeń. Kreskę robi się nim bardzo łatwo, nie robi prześwitów, szybko zasycha, nie odbija się na powiece i trwa do zmycia.




Jestem sama trochę zdziwiona, że tym razem nie wpadło nic do ust ale jakoś żadna ze szminek nie kupiła mnie na tyle, by przygarnąć ją pod swoje skrzydła. Tym razem ;) Bo po powrocie z Wrocławia moim łupem padła online paleta szminek Viva Glam - na pewno ją pokażę bo jest świetna :)

M·A·C wie jak przyciągnąć klientów! Według mnie te świąteczne kolekcje i zestawy są genialne na prezent - kto by się obraził gdyby dostał uroczy zestaw mini błyszczyków czy pigmentów? Ja na pewno nie. Jest to także świetna opcja dla kogoś, kto dopiero poznaje markę bo w niewysokiej cenie możemy zamiast jednego poznać kilka produktów na raz. Fantastyczne są Lip Bags czy Eye Bags - gdzie otrzymujemy nawet pełnowymiarowe produkty dobrane tak aby idealnie do siebie pasowały (szminka+błyszczyk+konturówka czy cienie+maskara+kredka).
Udało Wam się coś capnąć z tej kolekcji?

2014/11/20

Konkurs z Craft & Beauty

Cześć!

Dzisiaj przybywam  do Was z pierwszym z kilku konkursów / rozdań jakie niebawem będę miała okazję dla Was zorganizować. Finałem będzie wielkie rozdanie z super nagrodami a tymczasem zachęcam do zabawy w zapachy!

Margaretę i Pati znam nie od dziś i powiem Wam, że pasja, z jaką dziewczyny tworzą swoje małe rękodzieła jest niesamowita. Obydwie zarażają optymizmem i przebywanie w ich towarzystwie to wielka frajda (i wiecie, że nie mówię tak, bez powodu, naprawdę tak właśnie jest). Z takim zapałem i radością opowiadają o swoich kosmetykach, i nie tylko, że aż miło!

Niedawno całkiem opisywałam u siebie wosk, w którym absolutnie się zakochałam - o zapachu Bąków Małpy, którego nazwa zrobiła wielkie wrażenie "w Internetach" :) Pomyślałam sobie wtedy, że fajnie, gdyby zapachy od dziewczyn mogło poznać większe grono! Przedstawiłam pomysł i został on zaaprobowany. I tym sposobem mam dzisiaj dla Was świetne pachnące nagrody!

To genialna okazja aby wypróbować zapachy od Craft & Beauty. Wosk to najlepsza ku temu sposobność, bo pozostałe produkty w większości przypadków można zapachowo dopasować.

edit: w formularz wkradł się błąd: ostatnie pole powinno być podpisane jako "Obserwuję na FB/Instagramie jako..." - z niewiadomego powodu formularz "czyta" wszystkie polskie znaki prócz "ą" i "ę" stąd ich brak w nim. Oczywiście ta opcja jest nieobowiązkowa - nieoznaczona gwiazdką. To tak dla ścisłości - nie ma obowiązku wypełniania jej. 

Takie cuda na Was czekają:

Nagroda główna:

Scrub cukrowy o zapachu Belgijskie Gofry (zapewniam, jest BOSKI)
Woski zapachowe:
-Żurawina o Północy
- Cukrowa Wróżka
- Aloesowy Ogórek


Nagrody pocieszenia:

- Eksplodująca Wiśnia
- Belgijskie Gofry
- Aloesowy Ogórek


- Ibiza
- Godzina Duchów
- Babie Lato


Zapraszam serdecznie do zabawy! 

Aby wziąć udział należy wypełnić poniższy formularz:



Regulamin konkursu:
1. Konkurs trwa do 28.11.2014 do godziny 22.00 i jest organizowany i przeprowadzany przeze mnie - autorkę bloga Sweet&Punchy.
2. Nagrody ufundowały dziewczyny z Craft & Beauty.
3. Dane osobowe (imię, nazwisko, mail) nie są zbierane w celach innych niż weryfikacja zgłoszeń.
4. Wyniki zostaną ogłoszone w niedzielę, do godziny 22.
5. Trzy osoby, które wygrają są proszone o kontakt mailowy w ciągu 24h od ogłoszenia wyników i podanie danych do wysyłki. W ciągu kolejnych 5 dni roboczych nagrody zostaną wysłane do zwycięzców Pocztą Polską.
6. W przypadku braku zgłoszenia mailowego w ciągu 24h od ogłoszenia wyników, po rzeczonych 24h wybieram kolejnego/ych zwycięzcę/ów.
7. Nagrody nie podlegają wymianie na równowartość pieniężną.
8. Jeśli nie jesteś osobą pełnoletnią - będę prosiła o przesłanie zgody rodziców na udział w konkursie.
9. Przystąpienie do konkursu jest jednoznaczne z przyjęciem warunków niniejszego regulaminu.
10. W razie jakichkolwiek wątpliwości co do nagród, zasad, itp - zachęcam do kontaktu! 
11. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 

2014/11/18

M·A·C Hity bez limitu: Paint Pot Painterly


Paint Pot M·A·C w odcieniu Painterly to żywa legenda. Ten post byłby w zasadzie taką logiczną kontynuacją poprzednich, w których pokazywałam Wam mój podkład i korektor gdybym nakładała na twarz podkład w tradycyjnej kolejności. Ja jednak preferuję (na sobie i na wszystkich chętnych) nakładanie makijażu techniką odwróconą czyli zaczynając od oka. Ale postanowiłam pokazać te produkty w takiej właśnie kolejności, która jak mniemam jest popularniejsza. A więc, czas na oko i jego przygotowanie pod makijaż.


Wiadomo - nieodzownym elementem makijażu oka - tak aby się on trzymał cały dzień i nie znikał - jest dobre zagruntowanie powieki. Jestem na tym punkcie szczególnie przeczulona bo moje powieki są (w odróżnieniu od reszty twarzy) ekstremalnie tłuste i naprawdę rzadko co bez bazy się na nich trzyma. Dlatego moją rutyną jest używanie bazy pod cienie - jeśli bylibyście zainteresowani moimi faworytami - piszcie w komentarzach, będziemy działać :) Jednak sama przejrzysta lub minimalnie beżowa baza to nie wszystko. Owszem, usuwa problem przetłuszczania się skóry ale moje powieki mają jeszcze jedną cechę. Skóra na nich jest bardzo cienka i niestety każda jedna żyłka jest widoczna. A ja lubię kiedy skóra jest wyrównana. Dlatego od bardzo dawna przyjaźnię się z wszelkimi cieniami w kremie a M·A·Cowy Painterly towarzyszy mi już od kilku lat. 

Painterly to beż z lekko różowymi podtonami. Jest matowy, nie ma żadnych drobinek ani perły. Ten odcień, jak za chwilkę zobaczycie, niemal idealnie stapia się z moim naturalnym odcieniem skóry. Produkt jest przyjemnie kremowy, gładko sunie po powiece. Przyznam się Wam - na swoje powieki nakładam go palcami. Pod wpływem ciepła świetnie się roztapia i idealnie rozprowadza. U innych stosuję do niego najczęściej dość zbity pędzle z Zoevy 225. Kilka szybkich ruchów i kolor idealnie rozprowadzony na powiece, choć faktycznie warto się tego dobrze nauczyć bo jednak operować trzeba w ekspresowym tempie. Dlatego u siebie najczęściej używam wspomnianego palca.



Oprócz wyrównania kolorytu powieki i przedłużania trwałości makijażu w duecie z bazą, Paiterly fajnie chwyta cienie. Podoba mi się praca z pigmentami na tym Paint Pocie bo lepią się delikatnie do warstwy kremowego cienia i nie sypią (choć ja przez lata ćwiczeń chyba jakoś ogólnie wyrobiłam sobie rękę do pigmentów bo nie mam z nimi problemów). Równie dobrze radzi sobie z cieniami prasowanymi, delikatnie zyskują na nim na intensywności. Makijaż zrobiony na duecie BAZA + PAINT POT trzyma się u mnie do zmycia. Jest to dla mnie niezawodność, którą bardzo sobie cenię. Jeszcze bardziej cenię go sobie za to, że mimo, że mam go już kilka lat, sięgam po niego zdecydowanie najczęściej a produkt ani nie wysechł, ani nie stracił swoich właściwości (porządnie go zakręcam, w trakcie używania odkładam do góry dnem - jak w przypadku Fluidline). Do tego całkiem sporo go jeszcze zostało. Jest więc w moim odczuciu bardzo wydajny.

Poniżej macie przykład jak wygląda i co daje Paint Pot Painterly na moim oku. Pierwsze oko praktycznie nietknięte. Obok przykład z korektorem pod okiem i Paint Potem na powiece (na bazie). No i dorobiłam jeszcze brwi coby jak człowiek wyglądać ;) Mam nadzieję, że to widzicie.


Komu jeszcze polecam ten produkt? Będzie świetny na powieki, które są ciemne z natury. Niektóre panie, zwłaszcza starsze choć i u młodszych osób się to zdarza, mają silną pigmentację powiek, są one dużo ciemniejsze niż skóra na twarzy. Wtedy przed makijażem warto sobie skórę wyrównać, tak, żeby nawet jasne cienie były na niej widoczne. 

Podkreślę raz jeszcze. Choć w salonach często dziewczyny polecają Paint Poty jako bazy pod cienie, to jednak przy przetłuszczających się powiekach osobiście nie dawałabym ich solo. Paint Pot zastąpi bazę jedynie na powiekach bardzo suchych. Przy każdych innych traktować go trzeba jako zwykły cień w kremie, intensyfikator koloru cieni i korektor powieki. Ja nie wyobrażam sobie makijażu oka bez tego produktu i serdecznie polecam wypróbowanie go. W słoiczku mamy 5g produktu a kosztuje on 80zł. Przy tej wydajności jest to inwestycja bardzo opłacalna.

Znacie Paint Poty? Macie swoich ulubieńców?

2014/11/15

Rossmannowe szaleństwo wyprzedażowe - co warto kupić?


Rossmann szaleje z promocją 2 w cenie 1. Jeśli jakimś cudem ktoś się jeszcze uchował i o tym nie wie - oto informacja:

Zaznaczam, to co zobaczycie w tym poście to produkty, które mam u siebie w toaletce od dawna, a które uważam, że są warte zakupu! To NIE SĄ moje zakupy z tej promocji :)) 

Kupując dwa produkty w tej samej lub zbliżonej cenie możemy tak naprawdę mieć rabat w wysokości do 50%. Wymaga to co prawda kombinowania i uprzejmości Pań kasjerek (u mnie nie było problemu) ale jest osiągalne :) Promocja trwa do 19 listopada więc czasu na skorzystanie z niej jeszcze trochę jest, ja już swoje zakupy zrobiłam ale dzisiaj nie to chciałam Wam pokazać. Pomyślałam sobie, że sama będąc w Rossmannie szukałam inspiracji "na szybko" w blogosferze. Nie ukrywam, czasem lubię wygenerować sobie potrzebę ;) Tak więc jeśli jeszcze zastanawiacie się, co można by wypróbować - przygotowałam dla Was propozycję produktów po jakie sama sięgam w kierunku Rossmannowych półek. 

Jeśli chodzi o tusze do rzęs - częściej sięgam po te z wyższej półki z różnych względów, ale jeśli chodzi o tusze drogeryjne mam swoich ulubieńców. Jednym jest Maybelline Colossal Volume 100% Black. Ma fajną dużą szczotę, która robi moim rzęsom bardzo dobrze ;) kolejnym ulubieńcem swego czasu (sądzę, że formuła się nie zmieniła) jest tusz Bourjois Volume Glamour, ten czarny z różową zakrętką (ten). Miał fajną wygodną szczoteczkę, nie wysychał zbyt szybko i dawał bardzo fajny efekt - może nie spektakularny ale dzienny. Nie zliczę ile opakowań zużyłam, zanim przeniosłam się z niego na Clinique.


Będąc już przy oczach, to oprócz słynnych Maybelline Colour Tattoo o których było już milion razy mówione, polecam jeszcze zerknąć na dwa produkty. Pierwszym z nich jest korektor który świetnie się sprawdza w okolicach oczu kiedy chcemy rozświetlić spojrzenie czyli L'Oreal Lumi Magique - ja mam najjaśniejszy w odcieniu 1. Jest lekki, świetlisty ale bez drobinek, z leciutkimi zasinieniami spokojnie da sobie radę. Nie wysusza skóry pod oczami. Bardzo trafiony produkt.


Kolejnym ciekawym produktem również spod szyldu L'Oreala jest Super Liner Brow Artist. Z jednej strony miękka kredka i grzebyczek, z drugiej wosk. Fajna opcja na podróż, kiedy nie chcemy zabierać osobno wszystkich produktów.


W kwestii podkładu jest słabiej. Moje wymagania spełnia w zasadzie tylko jeden, który dopiero od niedawna jest dostępny w Rossmannie choć znam go już od wielu lat. Revlon Colorstay, bo o nim mowa, to mocno kryjący podkład w dodatkowo niezłej gamie kolorystycznej i bledzioch jak ja spokojnie znajdzie coś dla siebie. Cenię go za trwałość, naturalny efekt i równe rozprowadzanie. Moja Mama bardzo lubi podkład Bourjois Healthy Mix Serum, ale ona nie ma tyle do ukrycia co ja / nie ma takiej schizy na punkcie tapety. Dla mnie HMS był zbyt delikatny. Do podkładowych eksperymentów ciągnie mnie chyba najmniej bo swoje ideały już znalazłam. Niemniej w tym przedziale cenowym CS nie ma sobie równych w moim odczuciu.


I to co tygrysy lubią najbardziej czyli mazidła do ust. Tutaj dość sporo typów się przewinie.

Maybelline Color Sensational Gloss w kwestii błyszczyków - całkiem fajna opcja za 20zł z hakiem. Błyszczyki nie są klejące, mają ładny zapach, utrzymują się na ustach jak to błyszczyki, do pierwszej kawy ale zostawiają je fajnie nawilżone. Mam trzy odcienie: czerwień 560 Red Love, pomarańczowo-koralowy 420 Glorious Grapefruit i jasnoróżowy 140 Pink Petal.



140 Pink Petal / 420 Glorious Grapefruit / 560 Red Love

Warto zwrócić uwagę także na kredki do ust z Bourjois Color Boost. Oprócz najjaśniejszego odcienia który na ustach wychodzi niezbyt korzystnie, wszystkie pozostałe są genialne :) Mokre, nie wysuszają, mają ładny równy pigment, subtelnie schodzą z ust. To jedne z fajniejszych jumbo kredek z oferty drogeryjnej.


04 Peach on the Beach / 01 Red Sunrise / 02 Fuchsia Libre / 06 Plum Russian

Jako przedostatnie w kategorii doustnej pokażę Wam jedne z fajniejszych  szminek drogeryjnych - znowu króluje Mabelline. Color Sensational Vivids - czekałam na nie wieki! Na szczęście w lekko okrojonej niestety ofercie kolorystycznej pojawiły się i u nas. Mają świetny pigment, dające po oczach odcienie i masełkowatą konsystencję.


 914 Vibrant Mandarin / 910 Shocking Coral / 875 Vivid Rose

I ostatnie mazidła do ust - L'Oreal Color Riche Extraordinaire - o których pisałam TUTAJ. Odcienie są super, konsystencja świetna, warto w nie zainwestować. Do tego mają przecudowny wręcz aplikator - mięciutki, miło się nim mizia :)


 Ostatnią pozycją są lakiery do paznokci. Ostatnio polubiłam się bardzo z piaskowymi wibo - ten beżowy dający efekt skóry jest bombowy ale błyskotki w niczym nie są gorsze :) Jak już będziecie się rozglądać za lakierami - polecam zerknąć na te dziwaki z Bourjois. Mają strasznie ciężkie do przechowywania buteleczki z tą długaśną zakrętką ale dają ładne krycie i mocny kolor nie robiąc prześwitów już przy dwóch cienkich warstwach. No i te kolory! 



Na pewno jest jeszcze wiele produktów godnych polecenia przy okazji zakupów w Rossmannie. Aktualnie sama kupiłam kilka nowości i będę próbować. Może odkryję kolejne hiciory.

KOCHANI, PRZY OKAZJI PROMOCJI W ROSSMANNIE MAM PARĘ PRÓŚB:

1) SPRAWDZAJCIE CZY PRODUKT JAKI CHWYTACIE W CELACH TESTÓW JEST TESTEREM CZY PEŁNOWYMIAROWYM PRODUKTEM. MAZANIE SIĘ NIE-TESTERAMI JEST BARDZO SŁABE - POMYŚLCIE - SAMI NIE CHCIELIBYŚCIE KUPIĆ UŻYWANEGO PRODUKTU KOSMETYCZNEGO W CIEMNO, CO? 

2) UŻYWAJCIE TESTERÓW Z GŁOWĄ. NIEKONIECZNIE PRÓBUJCIE SZMINKI NA USTACH CZY TUSZE NA RZĘSACH (HIGIENA!). TESTERY SĄ PO TO ŻEBY SPRAWDZIĆ ODCIEŃ CZY KSZTAŁT SZCZOTECZKI A NIE SIĘ NIMI MALOWAĆ. NIGDY NIE WIEMY KTO PRZED NAMI DANEJ RZECZY UŻYWAŁ, CZY MIAŁ CZYSTE RĘCE, CZY NIE MIAŁ ŻADNYCH CHORÓB. 

3) SPRAWDZAJCIE ZANIM PODACIE KASJERCE PRODUKT, KTÓRY CHCECIE KUPIĆ! ABSOLUTNIE NIE JESTEM ZA OTWIERANIEM KAŻDEGO PRODUKTU NA PÓŁCE PO KOLEI. ALE KIEDY JUŻ ZDECYDUJĘ SIĘ, ŻE DANY PRODUKT BIORĘ NA 100% TO ZAWSZE GO ODKRĘCAM SPRAWDZAJĄC JEGO STAN. NIE ZLICZĘ ILE RAZY TAKA SZMINKA, KTÓRĄ CHCIAŁAM WZIĄĆ DO DOMU BYŁA UGRYZIONA, ROZPAĆKANA, UŻYTA A TUSZ CZY LAKIER MIAŁ UPAPRANĄ SZYJKĘ. PO KOSMETYKACH NAPRAWDĘ NA PIERWSZY RZUT OKA WIDAĆ CZY UŻYWANE BYŁY CZY NIE. PODOBNIE RZECZ SIĘ MA Z TYMI RZECZAMI WYCIĄGANYMI Z SZUFLAD - SPRAWDZAJCIE JE!