2014/12/11

Wariatkowo

Cześć :)

Pisałam Wam we wczorajszej recenzji, że grudzień zaczął się dla mnie z przytupem, dlatego trochę mnie tu mniej ale mam nadzieję nadrobić. 

Jeśli jeszcze nie wiecie bo na przykład nie jesteście "facebook'owi" lub "instagramowi" - spieszę poinformować. W minioną niedzielę nasza mała człowieczo-kocia rodzina powiększyła się o nowego członka.

Znacie już może moje dwie dziewczyny. Mimi i Brygida, czyli moje kocie rezydentki, zyskały brata. Brat to "typowy Janusz" i tak już zostało. Janusz aktualnie ma trzy miesiące, jest przecudnym rudym dzieciakiem, o lekko dłuższej sierści (po Miszy - mamie) i przecudownym usposobieniu. 

Ubóstwiam moje koty, są moją radością każdego dnia. To bzdura, jeśli ktoś Wam powiedział, że koty nie przywiązują się do ludzi, że nie nawiązują z nimi takich relacji jak psy. Nawiązują bliskie relacje,  choć w inny sposób zupełnie. Doskonale wyczuwają nastroje, nie zliczę ile razy Mimi przybywała ratować mnie swoim mruczeniem i miziankami kiedy miałam doła, płakałam itp.
Od dawna marzyłam o dokoceniu, i kiedy dowiedziałam się, że u Kawaii-Maniac pojawiły się kociaki i że jeden jest rudy, wiedziałam już co się szykuje :)))

Dagmara - w tym miejscu dziękuję za zaufanie i powierzenie mi przyjemności opieki nad Januszem. Wiesz, że zrobiłaś mi najfajniejszy świąteczny prezent EVER! 

Powoli zaczęłam urabiać męża, bo musicie wiedzieć, że faceci w tych kwestiach bywają dość oporni. Ale on wiedział, jak bardzo pragnę rudego kota. Bo wiecie, zawsze mi się marzyło rude futro, choć mojego szaraczka i czarnulkę kocham równie mocno, ma się rozumieć. Zawsze koty do nas po prostu trafiały - ot tak. Spod krzaczka, ze środka ulicy, spod balkonu. I nigdy nie patrzyłam na to jakiej są maści bo każdy kot jest pięknym perfekcyjnym stworzeniem godnym uwielbienia i podziwu ;) Ale rudy zawsze był takim moim cichym marzeniem. I w końcu miało ono okazję się spełnić. Więc mąż jak to mąż, uległ namowom :) Powiem Wam, że momentalnie się do siebie przekonali, i teraz to wielcy kumple, dodam, po 4 dniach :D

Jaki jest Janusz oprócz tego, że typowy? Całkowicie wyjątkowy. Podejrzewam, że w dużej mierze przez to, że urodził się w domu, a nie na wolności. Dlatego nie jest małym dzikuskiem, którego trzeba najpierw oswoić i przekonać do człowieka. Jest niesamowicie otwartym, absolutnie nie płochliwym, miziastym do granic przyzwoitości i straszliwie żarłocznym kocim istnieniem. Dzięki temu, że od urodzenia ma kontakt z człowiekami ;) pcha się na kolana wszystkim, nieważne, swoim czy obcym. I od razu mruczy. Domaga się ludzkiej uwagi i miejsca na kolanach. "Gada" kiedy się go dotknie, gada kiedy się do niego gada. Bez problemu zasypia z nami w łóżku a kiedy w nocy na chwilę wstajemy nie zaczyna dzikich harców tylko idzie sobie na jakieś spokojne miejsce albo zasypia ponownie. Nie zburzył nam za bardzo porządku świata :) 

Jestem też bardzo zdziwiona jak moje dziewczyny zareagowały na niego - totalny brak agresji, starsza Brydzia tylko czasem na niego mruknie czy warknie, ale Mimi ma do niego niesamowitą cierpliwość, przez pierwsze kilkadziesiąt godzin łaziła za nim krok w krok  i pilnowała :) Jedyny problem jak na razie jest z jedzeniem, bo Janusz wciąga jak odkurzacz i Mimi z Brydzią mają mały problem z mokrym żarciem. Jednak nadrabiają chrupami i z głodu nie umrą a ja mam w końcu czyste kocie miski ;) 

Z powodu Janusza nie mam ostatnio jak zabrać się za dłuższe posty, po prostu czasem się zawieszam i zdarza mi się zapatrzeć na niego - taki jest uroczy. Ale teraz myślę, że jak trochę ochłonę to wrócę do regularniejszego pisania! 

A na razie przedstawiam Wam moją powiększoną kociarnię :) 

Brygoda, czyli seniorka ;) Prawda, że słodki czarny kotałek????



Mimi - moje barankujące słońce - kot który uwielbia mizianki, doprasza się głaskania i ... spankowania :D to niebywałe :D  mówię na nią często "moja śliczna" bo jest kotem jak z obrazka :)


I proszę Państwa, przed Wami Janusz.
 



Słodka powiększona gromadka sprawia, że trochę Was zaniedbałam, ale mam nadzieję, że będzie mi wybaczone! Będzie?

2014/12/10

Metamorphosis exfoliating powder - dziwak z Sephory


Kiedy ostatnim razem robiłam zakupy w Sephorze moja znajoma konsultantka zwróciła moją uwagę na ten produkt. A ja wiem, że jak Aga coś poleca to warto wypróbować. Dzięki niej kupiłam już kilka produktów "by Sephora" które całkiem polubiłam. O co chodzi w tym peelingu? 

Jest to produkt zamknięty w plastikowym opakowaniu z sitkiem u góry. Zawiera aż 40g produktu, i widzę już teraz, że jego wydajność jest świetna. Jak działa? W proszku znajdują się maleńkie drobinki. Stosowanie polega na wysypaniu odrobiny na dłoń i zwilżeniu jej wodą. Ilość widoczna na zdjęciu poniżej na nakrętce mniej więcej wystarcza na jednorazową sesję odzombienia ;) czyli zdzierania martwego naskórka. Kiedy zaczynamy pocierać dłonie o siebie proszek lekko się spienia dzięki czemu możemy umyć twarz właśnie tą miksturą.


Ja stosuję go już oczywiście na twarz po demakijażu, jednak jeśli chcecie zminimalizować ostrość drobinek (a super delikatne nie są) można trochę mniejszą ilość dodać na przykład do żelu do demakijażu. Wtedy wraz ze zmywaniem mamy delikatny peeling twarzy. Stosowałam go na oba sposoby jednak jako fanka mocnego zdzierania (i posiadaczka przeklętych suchych skórek na nosie) częściej wybieram wersję bardziej hardcore - na umytej buzi działam peelingiem po czym dokładnie go spłukuję. Stosuję go wtedy, gdy czuję potrzebę - czasem jest to raz w tygodniu, czasem prawie codziennie i nie zauważyłam, żeby szkodził skórze, ale myślę, że posiadaczki cer wrażliwych czy naczynkowych powinny z tym produktem postępować dość ostrożnie.


Skóra po zastosowaniu Metamorphosis exfoliating powder jest czysta, tak namacalnie, do tego mam wrażenie, że pory są odrobinę zwężone a skóra rozświetlona - czyli w zasadzie robi to, co dobry peeling robić powinien. Mojej skóry nie podrażnia, nie wysusza. Uważam, że to fajny wynalazek i jako fanka dobrych peelingów zaliczam go do bardzo udanych produktów. Tani nie jest, bo obecnie kosztuje 59zł ale Sephora na swoje produkty bardzo często robi promocje w stylu 3 za 2 itp. więc jeśli kiedyś zastanawialibyście się co warto kupić w trakcie promocji w Sephorze - polecam przyjrzeć się temu cudakowi.


Co o nim sądzicie? Kusi Was taka forma peelingów? Jeśli jak ja lubicie kosmetyczne eksperymenty - zachęcam do próby :)
Chciałabym się tylko szybko usprawiedliwić, dlaczego ostatnio mnie tu ciut mniej (co planuję nadrobić już w weekend). Doszło mi trochę nowych obowiązków, i muszę je sobie ogarnąć. Jeśli jak ja jesteście zwierzolubami i chcecie się dowiedzieć o co chodzi to melduję, że już jutro pojawi się pewien krótki niekosmetyczny post na ten temat :)

2014/12/03

M·A·C Hity bez limitu: Brush Cleanser


Dzisiaj w mojej mini serii nietypowo. Dla odmiany nie będzie o kosmetyku jako takim ale o produkcie, który mimo to darzę dużą dozą sympatii. Płyn do czyszczenia pędzli z M·A·C jedni uważają za zbędny gadżet, inni nie umieją bez niego funkcjonować. Ja  należę do tej drugiej grupy ale oczywiście zrozumiem jeśli komuś z Was ten produkt ani odrobinę nie przypadł do gustu - tak to już jest ;) 

Nie zobaczycie dzisiaj zdjęcia makijażu ale szybciutko opowiem Wam o tym płynie bo odkąd zaczęłam malować innych okazał się jeszcze bardziej przydatny. Co robi? Szybko ściąga kolor z pędzla, przydatne kiedy malujemy oko różnymi kolorami i nie chcemy aby się zamazały, kiedy chcemy żeby było czysto - od razu. Płyn jest na bazie alkoholu (na końcu posta podam skład dla znających się) i to sprawia, że szybciutko odparowuje z powierzchni pędzla więc wystarczy pędzel wytrzeć w suchy papier i natychmiast praktycznie jest do ponownego użytku. Dodatkowo zawartość alkoholu sprawia, że pędzel jest zdezynfekowany więc między makijażami często używam go głównie do pędzli do oczu zamiast mogącego niektórych podrażnić skinseptu. Płyn nie jest tłusty więc nie zostawia może pielęgnującej warstwy na włosiu, ale dzięki temu tłuszcz nie przenosi się na powierzchnie cieni czy róży i nie zbryla ich. 


Używam go trochę inaczej niż zaleca producent. Jakie są wytyczne? Należy zaaplikować płyn na zwilżone włosie pędzla po czym energicznie je pocierać np. o dłoń a następnie spłukać obficie wodą i pozostawić do wyschnięcia. Ja jednak piorę pędzle w miarę regularnie i używam wtedy zwykłego szamponu do włosów. Tak więc tym płynem ratuję się w sytuacjach wyżej opisanych.

Użycie jest banalnie proste - na papier wylewam odrobinę płynu, pocieram o papier pędzlem, tak aż cały zostanie zmoczony płynem a następnie wycieram pędzel o suchy kawałek papieru obok. W ten sposób pędzel nie ma kontaktu z bieżącą wodą, cały płyn odparowuje niemal natychmiast i pędzel jest gotowy do dalszej pracy. Używam w ten sposób tego płynu już ho ho i jeszcze trochę, choć dopiero od niedawna ze zdwojoną siłą i częstotliwością ale zdążyłam już zauważyć, że jest diabelnie wydajny. Można podobno jeszcze tę wydajność zwiększyć poprzez przelanie płynu do butelki z atomizerem - zamiast lać wodę na papier można wtedy spryskiwać pędzle płynem. Na pewno wypróbuję :) Nie zdarzyło mi się, żeby pędzel w ten sposób wyczyszczony kogoś podrażnił, uczulił. W butelce płyn ma lekko różowy odcień ale wylany jest bezbarwny. Pachnie alkoholem, nie jest perfumowany. Za 235ml płacimy 50zł ale ja akurat na higienie nie oszczędzam.

Znacie jakieś równie fajne płyny do szybkiego czyszczenia pędzli? Polećcie Wasze typy! I koniecznie dajcie znać czy tego rodzaju akcesoria i "pomocnicy" też Was interesują w tej serii bo mam jeszcze kilka typów.

Skład płynu przepisany z opakowania:
Water, alcohol denat., sodium trideceth sulfate, disodium lauroamphodiacetate, hydrolized wheat protein, hexylene glycol, cetrimonium chloride, isopropyl alcohol, blue 1 (CI 42090), red (CI 17200) .

2014/11/30

Wyniki konkursu z Craft & Beauty - edit


Jak obiecałam tak i robię :) 

Minęła 22, czas więc na ogłoszenie wyników. 
Wszystkie Wasze zgłoszenia bardzo mi się podobały! 
Dziewczynom z Craft&Beauty także i wyczuwam nawet w powietrzu chęć zainspirowania się niektórymi pomysłami! Kto wie, może powstaną nowe kompozycje?

Ale wiem, że czekacie na wyniki tak więc przechodzę do konkretów. 

Pierwsze miejsce i nagrodę główną zgarnia:

Agnieszka eS. za odpowiedź:

Marzy mi się ... KROWI PRZYSMAK :D co mam na myśli? Nie od dziś wiadomo, że krowa lubi trawę, a zapach świeżo skoszonej trawy lubi z pewnością wiele osób, a w tym gronie jestem ja! Dlatego chętnie popaliłabym sobie KROWI PRZYSMAK w kominku, który wypełniłby mi pokój świeżością i umilił czekanie na wiosnę ;)

Drugie miejsce: Zoila B. za:

Anielski chuch - połączenie wanilii, cukru pudru i mięty. Dlaczego? Co prawda Biblia nic o tym nie mówi, ale na mój, łasuchowy chłopski rozum, to raj słodyczami stoi. Waniliowymi ciastkami, chmurami z waty cukrowej... Tym aniołom to za dobrze tam jest, powiadam wam :). A skąd ta mięta? W królestwie łakoci trzeba jakoś zachować umiar i stąd nakaz mycia zębów po każdym posiłku :D

Ponieważ trzecia wylosowana przeze mnie osoba nie zgłosiła się w ustalonym czasie wybieram kolejną odpowiedź, która przypadła mi do gustu. 

cammie zgłoś się!

Chciałabym zobaczyć w ofercie Craft'n'Beauty dwa nowe woski biorące nazwę od imion / nicków Gosi i Patrycji. Każda powinna stworzyć swój niepowtarzalny, autorski zapach, który najlepiej wyrażałby ich upodobania.


Dziękuję Wam za wszystkie inspiracje, mam nadzieję, że uda się stworzyć jakieś zapachy na bazie Waszych sugestii, fajnie byłoby zapalić woski skomponowane przez Czytelników!

Zwyciężczynie proszę o kontakt na maila, postaram się w tym tygodniu wysłać paczuszki!

Wszystkim osobom, które wzięły udział bardzo serdecznie dziękuję, jesteście kopalną pomysłów! Liczę na Was przy okazji kolejnego konkursu, który już niebawem.

Urban Decay Naked 3


Jak zapewne wiecie, Sephora W KOŃCU zdecydowała się na wprowadzenie do Polski marki Urban Decay. Jako wielka fanka tych kosmetyków, zwłaszcza ich cieni ale nie tylko, pomyślałam, że fajnie byłoby teraz zaprezentować coś więcej na blogu - bo w końcu z marki słabo osiągalnej UD stało się regularnym towarem u nas. Raz na jakiś czas pokażę Wam któryś z produktów jakie obecnie posiadam i jakie według mnie warto wypróbować (lub o jakie warto poprosić Gwiazdora czy innego świeckiego sponsora). 

Lada moment, dzięki pomocy Marty trafi do mnie do kompletu paleta Naked (mam już Naked 2 i dzisiejszą bohaterkę Naked 3). Zacznę więc ich pokazywanie trochę od drugiej strony ale to w sumie żadna różnica. :) Naked 3 jest nie jest już najświeższym dodatkiem do gamy palet Urban Decay. Początki były ciężkie, bo od pierwszego wejrzenia zdecydowanie oczarowała mnie Naked 2, natomiast do Naked 3 dojrzewałam. Teraz miewam dni, zwłaszcza kiedy wena mnie opuszcza, że z radością sięgam po tę paletę - wyczarować nią dzienny makijaż jest bardzo łatwo, można też się trochę pobawić i przemęczyć z cieniami brokatowymi i zmalować fajne wieczorowe oko.


Paleta Naked 3 przybyła do mnie zapakowana w kartonik, jak to zwykle bywa. Jako dodatek tym razem załączono 4 dość spore próbki baz dostępnych w ofercie UD: Original, Eden, Sin i Anti Age. Jedynym minusem jest fakt, że jak je otworzymy trzeba szybko zużyć bo zapewne bez ponownego dobrego zamknięcia szybko wyschną i stracą swoje właściwości. Moich jeszcze nie otwierałam - planuję najpierw skończyć drugą tubkę bazy Original, co wcale nie jest tak łatwe ;) 



W kartoniku znajduje się paleta. Wykonana jest z solidnego materiału (mocne blaszane? opakowanie, wygodne do przenoszenia i używania) w odcieniu różowego złota. Oprócz 12 całkowicie nowych cieni znajdziemy w niej również dwustronny pędzelek. Używam go raczej sporadycznie ale nie przeszkadza mi jego obecność - ot taki dodatek.


Sam kolor opakowania sugeruje nam co znajdziemy w środku. Tonację tej palety określiłabym jako bardziej chłodną, neutralną niż Naked 2. Mamy w niej 3 maty: Strange, Limit i Nooner, 4 odcienie mocno błyszczące Dust, Buzz, Trick i Blackheart i 5 satynowo-połyskujących kolorów: Burnout, Liar, Factory, Mugshot i Darkside. Jak widać, zróżnicowanie wykończeń jest duże. Żaden kolor z tej palety nie jest zły. Dust, mimo, że lubi się osypać, pięknie wygląda nałożony na bazę do brokatu! Jest cudny kiedy wklepie się go delikatnie opuszkami w powiekę. Blackheart również do łatwych w obsłudze nie należy ale lubię go wtartego w linię rzęs. Maty są jak przeważnie w przypadku tej firmy świetne. Moja początkowa rezerwa do tej palety szybko ustąpiła dość ciepłym uczuciom.



Swatche odcieni, po kolei tak jak występują w tabeli, w świetle sztucznym, w słońcu i w świetle dziennym:




Makijaże z użyciem palety:





Cienie na bazie świetnie się trzymają, blendowanie jest proste, nie ma większego problemu z nasyceniem odcieni. Lekko się osypują, ale ja i tak zaczynam makijaż od oka więc każdy osyp po prostu usuwam :) Podoba mi się naturalny efekt jaki można uzyskać tymi cieniami. Tym postem sama sobie narobiłam apetytu na Naked 1 i już nie mogę się jej doczekać!

Zdecydowaliście się na coś z asortymentu Urban Decay? Jakie są Wasze wrażenia?

2014/11/25

M·A·C Hity bez limitu: szminka Brave


Dzisiaj znowu pokażę Wam szminkę, bez której nie wyobrażam sobie mojej M·A·Cowej kolekcji. A jest to odcień, który pewnie wiele z Was zaskoczy - ani to czerwień, ani róż, ani fuksja, nic wyjątkowo żywego... Ot - niby zwykłaczek, ale jest to jedna z fajniejszych szminek na dzień, dająca na moich ustach efekt nude pozbawiony pierwiastka trupiego. 


Brave, bo o niej mowa, to szminka o wykończeniu satynowym (o innych wykończeniach możecie poczytać w pierwszym poście o soczyście różowej Show Orchid). Jest miękka, gładko sunie po ustach, nie wysusza ich. Poziom krycia określiłabym jako dość mocny. Wykończenie, jakie daje jest lekko kremowe, nie błyszczy mocno, tak jak choćby pomadki o wykończeniu Lustre. Na ustach trwa około 3h, zjada się perfekcyjnie równomiernie


 

Według mnie to idealna propozycja dla kobiet, które chcą wyglądać elegancko. Dla tych, które w pośpiechu stawiają na bezpieczny odcień - mnie też się czasem zdarzają takie sytuacje. Albo kiedy mocniej lub bardziej wymyślnie podkreślam oko. Wtedy czasem nachodzi mnie, żeby usta zostawić w spokojnej tonacji. Ale nie przepadam za nimi nieumalowanymi - szybko i agresywnie reagują na zmiany otoczenia - sinieją, czerwienią się, pękają. W takich sytuacjach sięgam po szminki w stylu Brave czyli te w typie My Lips But Better. Niby nie rzucają się w oczy, ale jednak coś na ustach jest, wyrównuje ich koloryt i dba o kondycję.

Serdecznie polecam Wam wypróbowanie tej szminki - warto mieć w kosmetyczce choć jeden taki uniwersalny odcień. Co o niej sądzicie?

2014/11/23

M·A·C Holiday 2014: Objects of Affection & Heirloom


Konkurs z Craft & Beauty trwa w najlepsze - zachęcam gorąco do brania udziału bo woski są naprawdę fantastyczne! 

Dzisiaj natomiast chciałam Wam pokazać coś M·A·Cowego na czasie. Jak wiecie, M·A·C co roku w okolicach listopada i grudnia wprowadza do sprzedaży limitowane edycje świąteczne. Ach jak ja czekam na ten czas! To wtedy pojawiają się zestawy z miniaturowymi produktami w świetnych cenach a wtóruje im zwykle kolekcja kolorowa w stylizowanych opakowaniach. Zawsze towarzyszy tym kolekcjom przepych, jest bardzo "na bogato". Tak rzecz się ma i w tym roku. Czekałam na te cuda długo i kiedy z wypiekami na twarzy wparowałam do wrocławskiego salonu nie wiedziałam gdzie patrzeć. Skończyło się na pokaźnych zakupach ale poważnie - nie mogłam się oprzeć.

Sety pigmentów w tym roku mnie oczarowały. Przyznam szczerze, że wcześniej rzadko kiedy patrzyłam na takie zestawy, chyba przeważnie dlatego, że albo za dużo było w nich odcieni z regularnej kolekcji, albo nie wiedziałam co zrobię z glitterem... Jednak w tym roku przeważyły względy praktyczne - pigmenty duże i tak ciężko zużyć, tutaj mamy większą ofertę kolorystyczną Zestaw 4 pigmentów i jednego glittera kosztuje 140zł więc to raptem 44 zł więcej niż jeden pigment. Pigmenty regularne mają 4,5g pojemności, w zestawie dostajemy 4x2,6g i 1x4g (glitter). Tak więc w cenie 1,5 słoiczka regularnego pigmentu mamy w gramach równowartość trzech pełnych słoików. Deal jest więc świetny. Gdyby pigmenty w pozostałych dwóch zestawach nie pokrywały się w 70% z tymi, które posiadam (spora część byłą repromote'ami czyli pojawiła się w sprzedaży już kiedyś) to z pewnością kupiłabym je wszystkie. A tak w ręce wpadły mi dwa: Silver + Blue oraz Gold + Beige.


Pierwszy z nich, Silver + Blue Pigments + Glitter  zawiera cztery pigmenty: White, Blue Noir, Deep Blue Green oraz Dark Soul a także pigment w odcieniu Grey. Na pewno ze wszystkich zrobię użytek, są naprawdę urocze. 





Zestaw Gold + Beige Pigments + Glitter to piękny zestaw dzienniaków - od lekko żółtego połyskującego Lithe, przez błyskotki English Gilt i Pretty It Up po głęboki matowy Deep Brown. Do tego glitter Gold który będzie idealny do świątecznych makijaży jako kreska czy do ozdabiania paznokci.





Z kolekcji pojedynczych produktów Heirloom Mix wybrałam obydwa róże mineralne Sweet Sentiment i Modest Blush, prasowany pigment Enchantment i fluidline (a jakże) Dark Majesty.


Róże mineralne z M·A·C to moja słabość. Zawsze sobie powtarzam, że nie opłaca się, że nie mam na nie miejsca (mineralnych niestety nie da się zdepotować więc muszą pozostać w opakowaniach oryginalnych). A i tak kończę kupując kolejny unikatowy odcień ;) Tym razem z obu jestem zadowolona, choć moim zdaniem Sweet Sentiment jest trochę trudniejszy w obsłudze.


To dwa zupełnie różne produkty - Modest Blush to praktycznie bezdrobinkowa minimalnie satynowa rozbielona brzoskwinia z którą, ze względu na lekko bardziej zbitą konsystencję, ciężko przesadzić.


Sweet Sentiment jest dość błyszczącym chłodnym różem z domieszką fioletu, jest bardziej miękki niż Modest Blush, zdecydowanie łatwiej jest przedobrzyć przy nakładaniu go. Przyznam szczerze - zdarzyło mi się za jego pomocą zrobić z siebie ruską babę :D Więc zalecam ostrożność. 



Prasowane pigmenty to nie nowość w M·A·C. Nowością jest nieco zmniejszona ich pojemność względem niezmniejszonej ani trochę ceny ;P Widocznie podzieliły losy pigmentów sypkich. W sumie specjalnie mnie to nie martwi - przynajmniej da się go wydepotować i włożyć do palety 15. Na szczęście cenę rekompensuje to, co dostajemy. A ja w zawartości jestem po prostu zakochana. Enchantment, podobnie jak kilka innych odcieni, to kameleon - w zależności od kąta padania światła zmienia się z ciemnego granatu w fiolet, do tego ma mnóstwo turkusowych, różowych i fiołkowych drobinek.




W makijażu oka poniżej użyłam tego cienia na całej powiece dodając odrobinę czegoś matowego granatowego w zewnętrznym kąciku ale zabijcie - nie pamiętam czego. Reszta to Enchantment. Turkusowe drobiny, zielone drobiny, różowe drobiny, opalizacje wszelkiej maści - dla mnie ten cień jest po prostu szałowy! Jasne, nakładanie go sprawia odrobinę problemów, drobinki się sypią, to nie jest cień którym pracuje się ultra łatwo. Ale warto się dla efektu pomęczyć moim zdaniem.





Ostatnim produktem z tej kolekcji jest Fluidline Dark Majesty. Czerń z lekką srebrną poświatą. Nie ma w niej mocnych drobin, efekt połysku jest bardzo subtelny. Jak to Fluidline - dla mnie bez zastrzeżeń. Kreskę robi się nim bardzo łatwo, nie robi prześwitów, szybko zasycha, nie odbija się na powiece i trwa do zmycia.




Jestem sama trochę zdziwiona, że tym razem nie wpadło nic do ust ale jakoś żadna ze szminek nie kupiła mnie na tyle, by przygarnąć ją pod swoje skrzydła. Tym razem ;) Bo po powrocie z Wrocławia moim łupem padła online paleta szminek Viva Glam - na pewno ją pokażę bo jest świetna :)

M·A·C wie jak przyciągnąć klientów! Według mnie te świąteczne kolekcje i zestawy są genialne na prezent - kto by się obraził gdyby dostał uroczy zestaw mini błyszczyków czy pigmentów? Ja na pewno nie. Jest to także świetna opcja dla kogoś, kto dopiero poznaje markę bo w niewysokiej cenie możemy zamiast jednego poznać kilka produktów na raz. Fantastyczne są Lip Bags czy Eye Bags - gdzie otrzymujemy nawet pełnowymiarowe produkty dobrane tak aby idealnie do siebie pasowały (szminka+błyszczyk+konturówka czy cienie+maskara+kredka).
Udało Wam się coś capnąć z tej kolekcji?