2015/02/27

Delikatny dymek z błyskiem


HA! Aż do teraz nie rozumiałam moich koleżanek prowadzących blogi bardziej makijażowe niż te z recenzjami, kiedy marudziły mi jak to trudno jest nadać nazwę postom z makeupem :D Mam wrażenie, że czego nie wymyślę, brzmi dziwnie. Ale trudno, jakoś zatytułować trzeba. 

Dziś kolejny dzień wstępnego testowania palety Balmsai. O ile Balm Voyage nie do końca po pierwszym użyciu mnie oczarował (będziemy nad tym pracować) o tyle Balmsai wróżę szybkie denkowanie. Jest pięknie, jak na razie.

Do zrobienia makijażu użyłam:

Twarz
Puder sypki Glazel Visage
Korektor pod oczy  M·A·C Mineralize NC15
Korektor na twarzy Catrice Camouflage 010
Róże M·A·C Pro Longwear Blush: Fleeting Romance i Blush All Day
Rozświetlacz: M·A·C Perfect Topping
Bronzer Sephora Archipelago
Róż NYX Taupe do konturu

Oczy i brwi
Zoeva cień Luster z palety Rose Golden
theBalm: cienie Score, Dig It, Woody, High Tide z palety Balmsai
Cień w kremie Pupa Cream eyeshadow Vamp! odcień 101 na środku powieki
Miedziany i jasny pyłek z wieżyczki Glazel
Urban Decay 24/7 Waterproof liner w odcieniu Perversion
Tusz Benefit Roller Lash
Kredka do brwi Golden Rose 406
Tusz do brwi Benefit Gimme Brow Light /Medium

Usta:
Maybelline ColorSensational The Elixir 090 Rose Redifined 






Chodził za mną makijaż w tym stylu już od dawna. Może być? Od jakiegoś czasu jestem zakochana w pyłkach Glazel, zastanawiam się nad dokupieniem jeszcze jakichś wieżyczek. Chcecie je zobaczyć bliżej?

2015/02/24

NOWOŚĆ - Zoeva Rose Golden paleta cieni


Od jakiegoś czasu marka Zoeva jest u nas bardzo popularna. Znam już trochę tych kosmetyków, używałam Zoevowych pędzli jeszcze zanim pojawiły się w Polsce, mam już swoją wyrobioną o nich opinię. Jakiś czas temu pokazywałam Wam dwie świetne szminki (KLIK). Kremowe linery (których na razie w sprzedaży nie ma, oprócz czerni) są przefantastyczne. Naprawdę jest to marka, na którą warto zerknąć a dodatkowo ceny nie są z kosmosu. Na pewno napiszę Wam o moich pędzlowych ulubieńcach, a także o nowym zestawie Rose Golden vol. 2. Ale dzisiaj przychodzę do Was z szybkim opisem i zdjęciami mojej pierwszej palety tej marki. 


Paleta przybywa zapakowana w folię ochronną oraz tekturowy "rękawek" - kartonik. Jest ona bardzo zgrabna, cienka, poręczna. Dla paletowego maniaka, którym jestem niewątpliwie, to bardzo przydatne. Nie zajmuje ona zbyt wiele miejsca. Na "grzbiecie" widnieje opis, tak, że widać po którą paletę sięgamy. W środku znajduje się 10 cieni do powiek po 1,5g każdy. 1,5g cienia to bardzo dużo, więc prognozuję, że paleta będzie ogromnie wydajna. 

Wykończenia są różne: mamy tu trzy satynowe maty (kremowe, absolutnie nie suche, ładnie napigmentowane), sześć eleganckich błyszczących pereł i jeden cień, w którym zatopione są jakby większe drobiny. Kolorystyka jest bardzo spójna - to paleta miedzianych i zaróżowionych dyskretnie brązów, z dodatkiem neutralnego beżu i pięknej szarości. Większość posiadaczek niebieskich oczu powinna przynajmniej się jej przyjrzeć bliżej. 



Poniższe swatche są na skórze suchej, bez bazy. 

Górny rząd: 
Luster - matowy średni beż. Będzie idealny jako odcień "przechodni" w mocniejszym makijażu.
Reflective Elegance - typowy świetlisty odcień "rołz gold" :D Odcień o średniej mocy, ale można budować jego krycie.
Copper is King - piękna miedź. Na słoczach nie widać ale jest zdecydowanie bardziej miedziana, podobnie jak Reflective Elegance ma średnie krycie ale można je nabudować. Zobaczycie to w makijażu.
Shining Bright - lekko zaróżowiony brąz. Jeden z przyjemniejszych, bardzo masełkowatych cieni w palecie, kryje bardzo dobrze. 
Rusty Petals - rdzawy brąz, czekoladowy, ciemniejszy niż Shining Bright ale również z delikatnym różowym połyskiem.


Dolny rząd:
Foil - mocno błyszczący jasny miedziany brąz z bardzo miałkim i delikatnym brokatem. Na szczęście nie osypał mi się dzisiaj.
Just A Rose - lekko pomarańczowo-brzoskwiniowy odcień rose gold. Na skórze widać różową bazę z lekko złotym połyskiem.
Golden Rule - klasyczny odcień starego złota, najbardziej żółty, nie ma różowych tonów. PIĘKNY!
Harmony - satynowy mat w przepięknym szarym odcieniu. Bałam się go trochę, ale okazał się być perfekcyjny do... brwi :D
Wonder Full - znów satynowo matowy cień, tym razem ciemnobrązowy utrzymany w dość neutralnej tonacji.


Dzisiejszy makijaż służył tylko rozeznaniu, ale na szybko pokażę Wam go. Jedyne co jest spoza tej palety to odrobina beżowego cienia tuż pod łukiem brwiowym, bo beż z Rose Golden jest trochę za ciemny aby rozświetlać ten rejon. Na większą część powieki użyłam cienia Copper is King, wewnętrzny kącik rozświetliłam cieniem Foil, zewnętrzny przyciemniłam nieco Rusty Petals i granice odrobinę porozcierałam Shining Bright. Na dole głównie Golden Rule. Na brwiach Harmony solo, bez kredki, z odrobiną bezbarwnego żelu do brwi.





Na pewno będę jeszcze używała nie raz tej palety, jeśli tak będzie to pewnie pokażę moje malunki. Jak na razie cienie siedzą bez zmian na oku, nie zrolowały się, nie zniknęły. Jak na pierwszą próbę - jest dobrze :) Paletę możecie kupić w internecie, ja polecam mintishop, który błyskawicznie realizuje zamówienia! Jeśli macie chrapkę na zestawy pędzli to Minti informowało dzisiaj, że będzie jeszcze dotowarowanie. Także powinno starczyć dla każdego :)

2015/02/20

NOWOŚĆ! Benefit - Maskara Roller Lash


Benefit ponownie mnie zachwyca! Tym razem padło na maskarę, o której z wielką chęcią dzisiaj wam opowiem! Nie jest to moja pierwsza przygoda z tuszem do rzęs tej marki, ale z pewnością pierwsza udana! Niestety, wszystko w świecie kosmetyków jest kwestią bardzo indywidualną i czasem to co pasuje milionom, nie pasuje jednej osobie, i odwrotnie. Ja nie do końca rozumiałam się z maskarą They're Real, choć wiem, że wiele osób ją sobie chwali. Kiedy więc zobaczyłam, że marka wypuszcza nowy tusz mój entuzjazm był umiarkowany. Jednak ciekawość zwyciężyła i okazało się, że całe szczęście! 


Roller Lash to nowa maskara, w rewelacyjnym opakowaniu (ale czy to kogoś jeszcze dziwi w przypadku marki Benefit?!) o, jak dla mnie, rewelacyjnych właściwościach. Co obiecuje producent? Rzęsy uniesione i długotrwale podkręcone co w magiczny sposób otworzy nasze oczy. Co sądzę ja? Spróbuję ostudzić emocje specjalnie dla Was :) 

Maskara ma silikonową szczoteczkę, na której z jednej strony ząbki są króciutkie i precyzyjne, a z drugiej układają się w delikatny łuk i są znacznie dłuższe. Sprawia to, że można nią działać na wiele sposobów. Ja lubię nakładać tusz na rzęsy krótszymi ząbkami a następnie przeczesywać je częścią o dłuższych ząbkach. To sprawia, że osiągam efekt, jaki mnie zadowala. Szczoteczka nabiera idealną ilość tuszu - nie mamy nadmiaru więc rzęsy się nie zlepiają nieestetycznie. Moim zdaniem jest bardzo precyzyjna - dociera do krótkich rzęs, nie zauważyłam większych problemów z przeczesywaniem dolnych choć ja lubię to robić używając resztki maskary jaka została na szczotce po tuszowaniu górnych - tak aby nie przesadzić.


Pierwsze nałożenie zachwyciło efektem, ale niestety z jakiegoś powodu tusz się osypał i zrobił mi małą pandę pod oczami. Jednak nie poddałam się. Do dzisiaj nie wiem, co było przyczyną takiego stanu rzeczy, ale przez ponad trzy tygodnie używania stało się to tylko dwa razy. Sądzę, że maskara musi jeszcze trochę "pooddychać"? Dzisiaj nałożyłam ją na lekko podrażnione oczy (takie wiecie, jakby delikatnie ktoś sypnął piaskiem pod powieki, bardzo minimalnie to czuję ale jednak) i nie zauważyłam żadnego osypu mimo, że oczy są uwrażliwione. Ogólnie jestem z niej bardzo zadowolona i to, jak wygląda na rzęsach rekompensuje mi te dwa (jak na razie) gorsze dni. W przypadku pozostałych dni noszenia tej maskary nie mam żadnych zastrzeżeń. Czy ktoś z Was wie, co może mieć wpływ na takie zachowanie tuszu? Nic to, zobaczymy jak będzie dalej.


Co tusz w zasadzie robi? Rozczesuje pięknie rzęsy, lekko je wydłuża, ale co najważniejsze, naprawdę podkręca! Zarówno nakładanie jak i formuła maskary sprawiają, że faktycznie rzęsy są fajnie wywinięte. Efekt ten trzyma się cały dzień, nie opadają one w trakcie noszenia. Bardzo mi się podoba i z pewnością jest to dla mnie tusz do ponownego kupienia. 

Poniżej dwa przykładowe makijaże z użyciem tego tuszu. Dół podkreślam raczej delikatnie bo mam tam dość długie i niesforne rzęsy. 



Ja w tym tuszu jestem jak na razie zakochana. To pierwszy tusz Benefitu, o którym mogę to powiedzieć bez wahania. A Wy? Skusicie się na niego? Kosztuje 125zł za 8,5g (100, jeśli trafimy na ciągle przewijające się promocje -20%) i można go dostać w Sephorach.

2015/02/17

M·A·C x Miley Cyrus Viva Glam


Już wiele razy na moim blogu mieliście okazję czytać o M·A·C i jego akcji Viva Glam. Tutaj (KLIK) możecie poczytać i zobaczyć duet według wizji RuPaul a tutaj (KLIK) szminka i błyszczyk VG Rihanna. Zawsze niecierpliwie czekam na ogłoszenie, kto tym razem zostanie twarzą akcji Viva Glam. I zanim polecą gromy na postać Miley Cyrus, pozwólcie, że coś Wam powiem.

Ta akcja ma zdobyć fundusze. Fundusze na walkę z osobami dotkniętymi straszliwą chorobą cywilizacyjną jaką jest AIDS w krajach Afryki. Ta kampania ma budzić kontrowersje, ma się o niej mówić. Nikt nie stawia gwiazd zaproszonych do współudziału w akcji jako ostatecznych i najwspanialszych wzorów do naśladowania. Ale sądzę, że po udziale w tej kampanii widać, że M·A·C nie wybiera źle. Zainteresowanie jest. A że i tym razem kolor mnie zachwycił - kliknęłam komplet i absolutnie nie żałuję!



Co więc mamy w tej mini limitowanej kolekcji? Szminka to przepiękna, kremowa, napigmentowana, cudownie kryjąca fuksja w wykończeniu Amplified. U jednych daje po oczach bardziej, u innych mniej - sądzę, że jakiś wpływ na to może mieć kolor ust. U mnie jest pięknie żywa ale nie jest neonową żarówą jak to było w przypadku VG Nicki. Którą, nawiasem mówiąc, uwielbiam na lato! Utrzymuje się na moich ustach stosunkowo długo (jak większość Amplified) - przetrzymuje lekki posiłek. Gdy schodzi, zostawia usta w bardzo dobrym stanie, nieprzesuszone i lekko zaróżowione. ponowna aplikacja nie stanowi najmniejszego problemu. Jeśli lubicie takie kolory - zachęcam! Na swatchu poniżej użyta z konturówką Make Up For Ever w odcieniu 16C.


Błyszczyk natomiast nieco przypomina mi ten z kolekcji z Rihanną - jest mocno przejrzystą leciusieńko różową bazą z MILIARDEM cudownie błyszczących drobin. Są fantastyczne! Nie migrują - myślę, że to zasługa dość gęstej i treściwej formuły lipglassów, która mi jednak absolutnie nie przeszkadza. Sam błyszczyk ma wykończenie jak tafla wody, a te drobiny sprawiają, że jest to woda jak z bajki. Dzięki temu, że nie ma mocnego odcienia będzie pasował na wiele różnych szminek co zamierzam wkrótce sprawdzić empirycznie.



Ale najcudowniej według mnie te dwa produkty wyglądają w duecie. Moc koloru plus milion drobin równa się szał ciał! :)) 



I na koniec swatche na dłoni. I mały bonusik jeśli się załaduje :))


Zobaczcie jak to się mieni!!!


Czujecie się skuszeni aby wspomóc akcję? :)
VIVA GLAM spokespeople are provocative, alternative and influential and reflect diverse communities. They are heroes we look up to for their personal triumphs; people who have invented themselves and people who created movements. - See more at: http://www.macaidsfund.org/theglam/campaignhistory#sthash.7yvUdmiF.dpuf

2015/02/16

Rozdanie ze Sweet&Punchy!!!


W końcu nadeszła pora, aby Was trochę rozpieścić! :) Każde rozdanie to dla mnie ogromna frajda. Jak biorę udział w fajnym konkursie to raczej się nie nastawiam na wygraną i wygrać zdarza mi się rzadko. Jak organizuję rozdanie to frajdę mam zawsze - bo uwielbiam sprawiać innym przyjemność, choćby malutką :) A ta malutka nie będzie bo mam dla Was same rarytasy!

Co zatem dla Was przygotowałam tym razem (a zaznaczam, to nie ostatnie bo już niedługo będzie coś naprawdę ekstra z okazji piątych już urodzin bloga!)?

 Główną nagrodą jest nowiutka paleta Urban Decay Shattered Face - wielofunkcyjna, z pięcioma pięknymi cieniami, dwoma różami, rozświetlaczem (absolutnie cudownym), kredką do ust i do oczu. Możecie o niej poczytać TUTAJ. Jest jedną z moich ulubionych palet od UD.
A do tego w pakiecie:
- dwa lakiery Colorowo - To był maj (cudowne holo!) i 528 Modraszek 
- glicerynowe mydło Organique - makowiec
- sól do kąpieli Organique w moim ulubionym greckim wydaniu
- dwa woski Yankee Candle: Honey & Spice oraz Paradise Spice
- coś co uwielbiam i bez czego się z domu nie ruszam czyli sanitizer d Bath & Body Works - Sweet Cinnamon Pumpkin
- miniatura olejku do ciała, włosów i wszystkiego ;) Nuxe
- oraz jedna z ulubionych kredek do ust Bourjois w wiosennym odcieniu Red Sunrise.

Co musicie zrobić? Oooo tym razem będzie.... łatwo! :) Musicie po prostu być Obserwatorami bloga przez GFC i wypełnić formularz, a w nim tylko dwa obowiązkowe pola! A więc do dzieła!



Regulamin konkursu:
1. Konkurs trwa do 8.03.2015 do godziny 22.00 i jest organizowany i przeprowadzany przeze mnie - autorkę bloga Sweet&Punchy.
2. Nagrody ufundowałam sama.
3. Dane osobowe (imię, nazwisko, mail) nie są zbierane w celach innych niż weryfikacja zgłoszeń.
4. Wyniki zostaną ogłoszone w niedzielę, do godziny 22.
5. Osoba, która wygra jest proszona o kontakt mailowy w ciągu 24h od ogłoszenia wyników i podanie danych do wysyłki. Nagroda zostanie wysłana do zwycięzcy Pocztą Polską w najszybszym możliwym terminie (do 20 dni roboczych max).
6. Osoby ponaglające i wypytujące w wiadomościach o wyniki konkursu zostaną z niego wykluczone.
7. W przypadku braku zgłoszenia mailowego w ciągu 48h od ogłoszenia wyników, po rzeczonych 48h wybieram kolejnego zwycięzcę.
8. Nagrody nie podlegają wymianie na równowartość pieniężną.
9. Jeśli nie jesteś osobą pełnoletnią - będę prosiła o przesłanie zgody rodziców na udział w konkursie.
10. Przystąpienie do konkursu jest jednoznaczne z przyjęciem warunków niniejszego regulaminu.
11. W razie jakichkolwiek wątpliwości co do nagród, zasad, itp - zachęcam do kontaktu! 
12. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 
 
Pozostaje mi życzyć powodzenia!

2015/02/13

Pixie Amazon Gold Mineral Foundation (swatche 30 odcieni) i pędzel!


Część z Was być może pamięta zamierzchłe czasy kiedy firma Pixie startowała na rodzimym rynku. Ja pamiętam, były to początki mojej przygody z podkładami mineralnymi. Dzisiaj częściej sięgam po podkłady płynne, tradycyjne, ale kiedyś moim hitowym podkładem był ten z Lucy Minerals. Lucy jednak nakombinowało z formułą, podkład przestał kryć w stopniu mnie satysfakcjonującym i od tamtego czasu szukam godnego jego następcy. Czy podkład Pixie spełnił moje oczekiwania?

Przede wszystkim - podoba mi się gama kolorów i to, że miałam możliwość przejrzeć wszystkie odcienie. Mam dla Was dokumentację z tego przeglądu. Jednak z moim odcieniem nie do końca trafiłam. Nie wiem jak to się stało, bo zwykle kiedy kupuję w ciemno trafiam nieźle - tak było w przypadku EDM (mieszanka Fawn i Linen), Lucy (mieszanka Light i Cream) czy Lily Lolo (China Doll). W tym wypadku po kilku testach doszłam do wniosku, że będę celować w Almond Milk. Teraz wiem, że jest dla mnie niestety minimalnie za blady i za mało żółty ale wybór złego odcienia to akurat moja wina. Jakoś sobie poradzę ale kiedy testowałam teraz odcienie Light Sunset i Antique Beige to także mi one pasowały.

Jaki jest sam podkład? Jeśli chodzi o formułę jest bardzo przyjemnie kremowa, absolutnie nie sucha. Posiada mikroskopijne drobinki, widoczne na swatchach pod słońce ale praktycznie niewidoczne na twarzy. Krycie określiłabym jako średnie, choć przyznam szczerze, że podkład bardzo zyskuje na kryciu w duecie z pędzlem marki Pixie. To dziwne, bo używałam do niego flat topa z Lucy i nie dawał tak fajnego efektu więc początkowo mój entuzjazm opadł. Generalnie jestem psychofanką mocnego krycia i jak dla mnie mogłoby ono być mocniejsze w tym podkładzie. Z niecierpliwością czekam aż firma opracuje go w wersji bardziej kryjącej. Ale wiem też, że osoby sięgające po podkłady mineralne to często osoby, które oczekują naturalnego delikatnego efektu więc sądzę, że dla nich Amazon Gold będzie idealny. Aby flat topem Pixie osiągnąć satysfakcjonujące mnie krycie potrzebuję dwóch porcji podkładu. Nie wiem jak to przełoży się na jego wydajność ale z doświadczenia wiem, że podkłady mineralne starczają na wieki...

Podkład Pixie Amazon Gold na twarzy zachowuje się bardzo dobrze. Po całym dniu noszenia u mnie nie powoduje nieestetycznego świecenia - trzyma mat ale przypominam, że moja skóra jest sucha z tendencją do przetłuszczeń w newralgicznych miejscach (środek czoła, skrzydełka nosa, środek brody). Dlatego też nie mam niestety pojęcia jak sprawdzi się na cerze tłustej. Nie zauważyłam, żeby w trakcie dnia cokolwiek się z nim złego działo. Nie warzy się, nie znika, nie ściera. Dlatego dałabym mu piątkę, gdyby był tak ze dwa stopnie bardziej kryjący. W tej chwili zasługuje u mnie na solidną 4 z małym plusem, a wszyscy wiemy, że to dobry wynik.

Poniżej zdjęcie kiedy robiłam makijaż z użyciem właśnie podkładu Pixie. Pierwsze pokazuje twarz z samym podkładem, drugie już makijaż w całości, a więc z pudrem (zawsze pudruję podkłady, czy to mineralne czy tradycyjne), bronzerem, różem itp.


Gama odcieni jest bardzo szeroka, jak już wspomniałam. Poniżej poglądowe zdjęcia na mojej skórze - pamiętajcie, że jestem dość blada (M·A·C NC15 mieszane z NW10 zimą, latem solo; Revlon Buff).







Jak widzicie - jest z czego wybierać! I szybciutko - pędzel, który jest prześliczny! Pixie dołożyło wszelkich starań, moim zdaniem, żeby estetyką zachwycał. Już sam kartonik jest piękny!


Sam pędzel ma granatowe włosie z turkusową końcówką. Jest sprężysty, naprawdę fajnie się z nim pracuje, trzeba tylko porządnie strzepać nadmiar podkładu przed nakładaniem. To pędzel z włosia syntetycznego. Warto się w niego zaopatrzyć jeśli stosujecie minerały na co dzień!



Używaliście tych podkładów? Pamiętacie poprzednią odsłonę firmy Pixie? Ja po cichu liczę na powrót ich kremowych korektorów a także, jak już wcześniej pisałam, na jakiś mocno kryjący podkład.

2015/02/08

Manicure w klimacie walentynkowym


Wszyscy wiemy, jakie święto zbliża się wielkimi krokami. Sklepy, zarówno te stacjonarne jak i te internetowe nie pozwalają nam go przegapić. Sama Walentynek nie obchodzę, choć w tym roku zaprosiłam mojego M. na kolację (wychodząc z założenia, że każda okazja jest dobra, żeby wpakować w siebie sushi). A niech tam ;) Jednak nastrój zawsze jakoś się udziela i dzisiaj, chcąc w końcu poćwiczyć stemple wpadłam na pomysł zrobienia słodkiego, uroczego lukrem polanego mani. Ot tak, dla frajdy. 


Do wykonania użyłam lakierów China Glaze (dostępnych na Alphanailstylist KLIK). Jako baza - Feel The Breeze (KLIK) z kolekcji Off Shore a zdobienia zrobiłam lakierem Seas the Day (KLIK) z tej samej kolekcji. A wzorki pochodzą z płytek Bundle Monster. Miało być słodko do przesady i chyba się udało :D


Niestety, o ile prawą ręką operuje mi się świetnie i stemple na lewej, którą widzicie, wyszły nieźle, o tyle nadal mam problem z równym trafieniem stemplem w paznokcie u prawej dłoni. Cóż. Praktyka czyni mistrza, więc ćwiczę :) Kombinujecie z paznokciami przy okazjach typu Walentynki czy raczej stawiacie na klasykę?

2015/02/06

M·A·C Nowość - kolekcja Red Red Red: cienie Red Alert i Strike While Haute + makijaże


W lutym do salonów i sklepu online M·A·C zawitało kilka nowych kolekcji w tym Red Red Red której nazwa praktycznie mówi sama za siebie ;) Wariacje na temat czerwieni. A że jestem z tych co mało któremu pojedynczemu cieniowi M·A·C odpuszczają, postawiłam na dwa z trzech odcieni: Red Alert i Strike While Haute. Po odcień trzeci Give Me Fire nie sięgnęłam ostatecznie, jako że posiada on wykończenie Lustre.


Jak w przypadku większości M·A·Cowych cieni (poza wspomnianymi wyżej w wykończeniu Lustre, które są dość specyficzne) tak i tutaj mamy do czynienia z porządną jakością, solidną pigmentacja i trwałością bez zarzutu. Wszystko w tych cieniach mi się podoba i już poszły w ruch w makijażach.


Wiadomo - nie jest to trend dla osób lubujących się w stonowanych, delikatnych makijażach. Choć uważam, że cień Red Alert można ładnie wkomponować w jakiś neutralny look. Ma wykończenie Veluxe Pearl czyli jedno z moich ukochanych. Cień doskonale się nakłada, łączy, jest pięknie elegancko błyszczący. Odcień miedzi z delikatnie różową poświatą idealnie pasuje do niebieskich oczu. Strike While Haute z kolei to typowy letni luzacki kolor. Matowy, ładnie napigmentowany, idealnie się go rozciera. W pierwszym makijażu jaki z użyciem tych cieni zrobiłam, był on jedynie akcentem, ale od razu kiedy go wtarłam wiedziałam do jakiego looku będzie mi idealnie pasował i dziś właśnie taki wykonałam. Jestem zachwycona! Już dawno nie szalałam z kolorami więc tym bardziej mnie to cieszy :)

W pierwszym makijażu tymi cieniami, na całą ruchomą powiekę nałożyłam cień Red Alert, w zewnętrznym kąciku delikatnie przyciemniłam cieniem Strike While Haute. Górę rozblendowałam cieniem Gingersnap z palety piętnastu ciepłych neutrali. Wyszedł mi makeup niezbyt mocny, myślę, że nadałby się na dzień.




Drugi makijaż w głowie pojawił mi się praktycznie zaraz po zeswatchowaniu cienia Strike While Haute. Uwielbiam makijaże w kolorach drinka Tequila Sunrise :D To jeden z moich ulubionych. Zawsze jednak brakuje mi odcienia grenadyny. I oto on :D Użyłam w kolejności od wewnętrznego kącika: pigmentu Vanilla, cienia Make Up Store (dzięki Dolly!!) w odcieniu Ra, oraz cieni M·A·C Orange i bohatera dzisiejszej notki Strike While Haute. Na dolnej powiece pigment Grape i cień Stars N' Rockets. Uwielbiam takie połączenia!






Zdaję sobie sprawę, że to nie propozycja dla każdego ale dla tych bardziej odważnych z Was :) Ja nie mam oporów, żeby w takich makijażach wychodzić do ludzi :) Red Red Red jest edycją limitowaną dostępną aktualnie na stronie maccosmetics.pl  Kusi Was coś?