2014/11/20

Konkurs z Craft & Beauty

Cześć!

Dzisiaj przybywam  do Was z pierwszym z kilku konkursów / rozdań jakie niebawem będę miała okazję dla Was zorganizować. Finałem będzie wielkie rozdanie z super nagrodami a tymczasem zachęcam do zabawy w zapachy!

Margaretę i Pati znam nie od dziś i powiem Wam, że pasja, z jaką dziewczyny tworzą swoje małe rękodzieła jest niesamowita. Obydwie zarażają optymizmem i przebywanie w ich towarzystwie to wielka frajda (i wiecie, że nie mówię tak, bez powodu, naprawdę tak właśnie jest). Z takim zapałem i radością opowiadają o swoich kosmetykach, i nie tylko, że aż miło!

Niedawno całkiem opisywałam u siebie wosk, w którym absolutnie się zakochałam - o zapachu Bąków Małpy, którego nazwa zrobiła wielkie wrażenie "w Internetach" :) Pomyślałam sobie wtedy, że fajnie, gdyby zapachy od dziewczyn mogło poznać większe grono! Przedstawiłam pomysł i został on zaaprobowany. I tym sposobem mam dzisiaj dla Was świetne pachnące nagrody!

To genialna okazja aby wypróbować zapachy od Craft & Beauty. Wosk to najlepsza ku temu sposobność, bo pozostałe produkty w większości przypadków można zapachowo dopasować.

Takie cuda na Was czekają:

Nagroda główna:

Scrub cukrowy o zapachu Belgijskie Gofry (zapewniam, jest BOSKI)
Woski zapachowe:
-Żurawina o Północy
- Cukrowa Wróżka
- Aloesowy Ogórek


Nagrody pocieszenia:

- Eksplodująca Wiśnia
- Belgijskie Gofry
- Aloesowy Ogórek


- Ibiza
- Godzina Duchów
- Babie Lato


Zapraszam serdecznie do zabawy! 

Aby wziąć udział należy wypełnić poniższy formularz:



Regulamin konkursu:
1. Konkurs trwa do 28.11.2014 do godziny 22.00 i jest organizowany i przeprowadzany przeze mnie - autorkę bloga Sweet&Punchy.
2. Nagrody ufundowały dziewczyny z Craft & Beauty.
3. Dane osobowe (imię, nazwisko, mail) nie są zbierane w celach innych niż weryfikacja zgłoszeń.
4. Wyniki zostaną ogłoszone w niedzielę, do godziny 22.
5. Trzy osoby, które wygrają są proszone o kontakt mailowy w ciągu 24h od ogłoszenia wyników i podanie danych do wysyłki. W ciągu kolejnych 5 dni roboczych nagrody zostaną wysłane do zwycięzców Pocztą Polską. 
6. W przypadku braku zgłoszenia mailowego w ciągu 24h od ogłoszenia wyników, po rzeczonych 24h wybieram kolejnego/ych zwycięzcę/ów.
7. Nagrody nie podlegają wymianie na równowartość pieniężną.
8. Jeśli nie jesteś osobą pełnoletnią - będę prosiła o przesłanie zgody rodziców na udział w konkursie.
9. Przystąpienie do konkursu jest jednoznaczne z przyjęciem warunków niniejszego regulaminu.
10. W razie jakichkolwiek wątpliwości co do nagród, zasad, itp - zachęcam do kontaktu! 
11. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 

2014/11/18

M·A·C Hity bez limitu: Paint Pot Painterly


Paint Pot M·A·C w odcieniu Painterly to żywa legenda. Ten post byłby w zasadzie taką logiczną kontynuacją poprzednich, w których pokazywałam Wam mój podkład i korektor gdybym nakładała na twarz podkład w tradycyjnej kolejności. Ja jednak preferuję (na sobie i na wszystkich chętnych) nakładanie makijażu techniką odwróconą czyli zaczynając od oka. Ale postanowiłam pokazać te produkty w takiej właśnie kolejności, która jak mniemam jest popularniejsza. A więc, czas na oko i jego przygotowanie pod makijaż.


Wiadomo - nieodzownym elementem makijażu oka - tak aby się on trzymał cały dzień i nie znikał - jest dobre zagruntowanie powieki. Jestem na tym punkcie szczególnie przeczulona bo moje powieki są (w odróżnieniu od reszty twarzy) ekstremalnie tłuste i naprawdę rzadko co bez bazy się na nich trzyma. Dlatego moją rutyną jest używanie bazy pod cienie - jeśli bylibyście zainteresowani moimi faworytami - piszcie w komentarzach, będziemy działać :) Jednak sama przejrzysta lub minimalnie beżowa baza to nie wszystko. Owszem, usuwa problem przetłuszczania się skóry ale moje powieki mają jeszcze jedną cechę. Skóra na nich jest bardzo cienka i niestety każda jedna żyłka jest widoczna. A ja lubię kiedy skóra jest wyrównana. Dlatego od bardzo dawna przyjaźnię się z wszelkimi cieniami w kremie a M·A·Cowy Painterly towarzyszy mi już od kilku lat. 

Painterly to beż z lekko różowymi podtonami. Jest matowy, nie ma żadnych drobinek ani perły. Ten odcień, jak za chwilkę zobaczycie, niemal idealnie stapia się z moim naturalnym odcieniem skóry. Produkt jest przyjemnie kremowy, gładko sunie po powiece. Przyznam się Wam - na swoje powieki nakładam go palcami. Pod wpływem ciepła świetnie się roztapia i idealnie rozprowadza. U innych stosuję do niego najczęściej dość zbity pędzle z Zoevy 225. Kilka szybkich ruchów i kolor idealnie rozprowadzony na powiece, choć faktycznie warto się tego dobrze nauczyć bo jednak operować trzeba w ekspresowym tempie. Dlatego u siebie najczęściej używam wspomnianego palca.



Oprócz wyrównania kolorytu powieki i przedłużania trwałości makijażu w duecie z bazą, Paiterly fajnie chwyta cienie. Podoba mi się praca z pigmentami na tym Paint Pocie bo lepią się delikatnie do warstwy kremowego cienia i nie sypią (choć ja przez lata ćwiczeń chyba jakoś ogólnie wyrobiłam sobie rękę do pigmentów bo nie mam z nimi problemów). Równie dobrze radzi sobie z cieniami prasowanymi, delikatnie zyskują na nim na intensywności. Makijaż zrobiony na duecie BAZA + PAINT POT trzyma się u mnie do zmycia. Jest to dla mnie niezawodność, którą bardzo sobie cenię. Jeszcze bardziej cenię go sobie za to, że mimo, że mam go już kilka lat, sięgam po niego zdecydowanie najczęściej a produkt ani nie wysechł, ani nie stracił swoich właściwości (porządnie go zakręcam, w trakcie używania odkładam do góry dnem - jak w przypadku Fluidline). Do tego całkiem sporo go jeszcze zostało. Jest więc w moim odczuciu bardzo wydajny.

Poniżej macie przykład jak wygląda i co daje Paint Pot Painterly na moim oku. Pierwsze oko praktycznie nietknięte. Obok przykład z korektorem pod okiem i Paint Potem na powiece (na bazie). No i dorobiłam jeszcze brwi coby jak człowiek wyglądać ;) Mam nadzieję, że to widzicie.


Komu jeszcze polecam ten produkt? Będzie świetny na powieki, które są ciemne z natury. Niektóre panie, zwłaszcza starsze choć i u młodszych osób się to zdarza, mają silną pigmentację powiek, są one dużo ciemniejsze niż skóra na twarzy. Wtedy przed makijażem warto sobie skórę wyrównać, tak, żeby nawet jasne cienie były na niej widoczne. 

Podkreślę raz jeszcze. Choć w salonach często dziewczyny polecają Paint Poty jako bazy pod cienie, to jednak przy przetłuszczających się powiekach osobiście nie dawałabym ich solo. Paint Pot zastąpi bazę jedynie na powiekach bardzo suchych. Przy każdych innych traktować go trzeba jako zwykły cień w kremie, intensyfikator koloru cieni i korektor powieki. Ja nie wyobrażam sobie makijażu oka bez tego produktu i serdecznie polecam wypróbowanie go. W słoiczku mamy 5g produktu a kosztuje on 80zł. Przy tej wydajności jest to inwestycja bardzo opłacalna.

Znacie Paint Poty? Macie swoich ulubieńców?

2014/11/15

Rossmannowe szaleństwo wyprzedażowe - co warto kupić?


Rossmann szaleje z promocją 2 w cenie 1. Jeśli jakimś cudem ktoś się jeszcze uchował i o tym nie wie - oto informacja:

Zaznaczam, to co zobaczycie w tym poście to produkty, które mam u siebie w toaletce od dawna, a które uważam, że są warte zakupu! To NIE SĄ moje zakupy z tej promocji :)) 

Kupując dwa produkty w tej samej lub zbliżonej cenie możemy tak naprawdę mieć rabat w wysokości do 50%. Wymaga to co prawda kombinowania i uprzejmości Pań kasjerek (u mnie nie było problemu) ale jest osiągalne :) Promocja trwa do 19 listopada więc czasu na skorzystanie z niej jeszcze trochę jest, ja już swoje zakupy zrobiłam ale dzisiaj nie to chciałam Wam pokazać. Pomyślałam sobie, że sama będąc w Rossmannie szukałam inspiracji "na szybko" w blogosferze. Nie ukrywam, czasem lubię wygenerować sobie potrzebę ;) Tak więc jeśli jeszcze zastanawiacie się, co można by wypróbować - przygotowałam dla Was propozycję produktów po jakie sama sięgam w kierunku Rossmannowych półek. 

Jeśli chodzi o tusze do rzęs - częściej sięgam po te z wyższej półki z różnych względów, ale jeśli chodzi o tusze drogeryjne mam swoich ulubieńców. Jednym jest Maybelline Colossal Volume 100% Black. Ma fajną dużą szczotę, która robi moim rzęsom bardzo dobrze ;) kolejnym ulubieńcem swego czasu (sądzę, że formuła się nie zmieniła) jest tusz Bourjois Volume Glamour, ten czarny z różową zakrętką (ten). Miał fajną wygodną szczoteczkę, nie wysychał zbyt szybko i dawał bardzo fajny efekt - może nie spektakularny ale dzienny. Nie zliczę ile opakowań zużyłam, zanim przeniosłam się z niego na Clinique.


Będąc już przy oczach, to oprócz słynnych Maybelline Colour Tattoo o których było już milion razy mówione, polecam jeszcze zerknąć na dwa produkty. Pierwszym z nich jest korektor który świetnie się sprawdza w okolicach oczu kiedy chcemy rozświetlić spojrzenie czyli L'Oreal Lumi Magique - ja mam najjaśniejszy w odcieniu 1. Jest lekki, świetlisty ale bez drobinek, z leciutkimi zasinieniami spokojnie da sobie radę. Nie wysusza skóry pod oczami. Bardzo trafiony produkt.


Kolejnym ciekawym produktem również spod szyldu L'Oreala jest Super Liner Brow Artist. Z jednej strony miękka kredka i grzebyczek, z drugiej wosk. Fajna opcja na podróż, kiedy nie chcemy zabierać osobno wszystkich produktów.


W kwestii podkładu jest słabiej. Moje wymagania spełnia w zasadzie tylko jeden, który dopiero od niedawna jest dostępny w Rossmannie choć znam go już od wielu lat. Revlon Colorstay, bo o nim mowa, to mocno kryjący podkład w dodatkowo niezłej gamie kolorystycznej i bledzioch jak ja spokojnie znajdzie coś dla siebie. Cenię go za trwałość, naturalny efekt i równe rozprowadzanie. Moja Mama bardzo lubi podkład Bourjois Healthy Mix Serum, ale ona nie ma tyle do ukrycia co ja / nie ma takiej schizy na punkcie tapety. Dla mnie HMS był zbyt delikatny. Do podkładowych eksperymentów ciągnie mnie chyba najmniej bo swoje ideały już znalazłam. Niemniej w tym przedziale cenowym CS nie ma sobie równych w moim odczuciu.


I to co tygrysy lubią najbardziej czyli mazidła do ust. Tutaj dość sporo typów się przewinie.

Maybelline Color Sensational Gloss w kwestii błyszczyków - całkiem fajna opcja za 20zł z hakiem. Błyszczyki nie są klejące, mają ładny zapach, utrzymują się na ustach jak to błyszczyki, do pierwszej kawy ale zostawiają je fajnie nawilżone. Mam trzy odcienie: czerwień 560 Red Love, pomarańczowo-koralowy 420 Glorious Grapefruit i jasnoróżowy 140 Pink Petal.



140 Pink Petal / 420 Glorious Grapefruit / 560 Red Love

Warto zwrócić uwagę także na kredki do ust z Bourjois Color Boost. Oprócz najjaśniejszego odcienia który na ustach wychodzi niezbyt korzystnie, wszystkie pozostałe są genialne :) Mokre, nie wysuszają, mają ładny równy pigment, subtelnie schodzą z ust. To jedne z fajniejszych jumbo kredek z oferty drogeryjnej.


04 Peach on the Beach / 01 Red Sunrise / 02 Fuchsia Libre / 06 Plum Russian

Jako przedostatnie w kategorii doustnej pokażę Wam jedne z fajniejszych  szminek drogeryjnych - znowu króluje Mabelline. Color Sensational Vivids - czekałam na nie wieki! Na szczęście w lekko okrojonej niestety ofercie kolorystycznej pojawiły się i u nas. Mają świetny pigment, dające po oczach odcienie i masełkowatą konsystencję.


 914 Vibrant Mandarin / 910 Shocking Coral / 875 Vivid Rose

I ostatnie mazidła do ust - L'Oreal Color Riche Extraordinaire - o których pisałam TUTAJ. Odcienie są super, konsystencja świetna, warto w nie zainwestować. Do tego mają przecudowny wręcz aplikator - mięciutki, miło się nim mizia :)


 Ostatnią pozycją są lakiery do paznokci. Ostatnio polubiłam się bardzo z piaskowymi wibo - ten beżowy dający efekt skóry jest bombowy ale błyskotki w niczym nie są gorsze :) Jak już będziecie się rozglądać za lakierami - polecam zerknąć na te dziwaki z Bourjois. Mają strasznie ciężkie do przechowywania buteleczki z tą długaśną zakrętką ale dają ładne krycie i mocny kolor nie robiąc prześwitów już przy dwóch cienkich warstwach. No i te kolory! 



Na pewno jest jeszcze wiele produktów godnych polecenia przy okazji zakupów w Rossmannie. Aktualnie sama kupiłam kilka nowości i będę próbować. Może odkryję kolejne hiciory.

KOCHANI, PRZY OKAZJI PROMOCJI W ROSSMANNIE MAM PARĘ PRÓŚB:

1) SPRAWDZAJCIE CZY PRODUKT JAKI CHWYTACIE W CELACH TESTÓW JEST TESTEREM CZY PEŁNOWYMIAROWYM PRODUKTEM. MAZANIE SIĘ NIE-TESTERAMI JEST BARDZO SŁABE - POMYŚLCIE - SAMI NIE CHCIELIBYŚCIE KUPIĆ UŻYWANEGO PRODUKTU KOSMETYCZNEGO W CIEMNO, CO? 

2) UŻYWAJCIE TESTERÓW Z GŁOWĄ. NIEKONIECZNIE PRÓBUJCIE SZMINKI NA USTACH CZY TUSZE NA RZĘSACH (HIGIENA!). TESTERY SĄ PO TO ŻEBY SPRAWDZIĆ ODCIEŃ CZY KSZTAŁT SZCZOTECZKI A NIE SIĘ NIMI MALOWAĆ. NIGDY NIE WIEMY KTO PRZED NAMI DANEJ RZECZY UŻYWAŁ, CZY MIAŁ CZYSTE RĘCE, CZY NIE MIAŁ ŻADNYCH CHORÓB. 

3) SPRAWDZAJCIE ZANIM PODACIE KASJERCE PRODUKT, KTÓRY CHCECIE KUPIĆ! ABSOLUTNIE NIE JESTEM ZA OTWIERANIEM KAŻDEGO PRODUKTU NA PÓŁCE PO KOLEI. ALE KIEDY JUŻ ZDECYDUJĘ SIĘ, ŻE DANY PRODUKT BIORĘ NA 100% TO ZAWSZE GO ODKRĘCAM SPRAWDZAJĄC JEGO STAN. NIE ZLICZĘ ILE RAZY TAKA SZMINKA, KTÓRĄ CHCIAŁAM WZIĄĆ DO DOMU BYŁA UGRYZIONA, ROZPAĆKANA, UŻYTA A TUSZ CZY LAKIER MIAŁ UPAPRANĄ SZYJKĘ. PO KOSMETYKACH NAPRAWDĘ NA PIERWSZY RZUT OKA WIDAĆ CZY UŻYWANE BYŁY CZY NIE. PODOBNIE RZECZ SIĘ MA Z TYMI RZECZAMI WYCIĄGANYMI Z SZUFLAD - SPRAWDZAJCIE JE!

2014/11/10

M·A·C Hity bez limitu: korektor Pro Longwear NC15



W poprzednim "odcinku" tej jakże pasjonującej poniedziałkowej serii pokazałam Wam mój ukochany podkład Studio Fix Fluid (KLIK). Powiem Wam tylko tyle - dzisiaj nałożyłam na twarz (fakt faktem, z odlewki ale dosyć sporej i świeżej) po raz drugi czy trzeci Diorskin Star. Podkład droższy od mojego ukochanego M·A·C o dokładnie 63zł. Mógłby M·A·Cowi co najwyżej buty czyścić. Nie wiem, może ja jestem przewrażliwiona, ale od podkładu za 190zł oczekuję, że przynajmniej znikał nie będzie. Ten zaś nie dość, że nieestetycznie się wyświecił, wlazł niemiłosiernie w pory skóry to jeszcze na brodzie i szczytach policzków po prostu zniknął. Te eksperymenty tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że Studio Fix Fluid jest w swoim przedziale cenowym bezkonkurencyjny. Ale ja nie o tym :)


Korektor. Temat rzeka. Ile ich mamy rodzajów i wykończeń, formuł, kolorów - ciężko zliczyć. Aktualnie po zakochaniu się w bohaterze dzisiejszej notki głębiej eksploruję M·A·Cowy asortyment z tej kategorii i nie ukrywam, że szykują się kolejni faworyci i kandydaci do zajęcia zaszczytnej pozycji w tej serii :) Pro Longwear to korektor opisywany przez M·A·C jako lekki a jednocześnie kryjący w stopniu od lekkiego do średniego, dający matowe wykończenie i utrzymujący się do 15 godzin. Postaram się Wam go opisać moimi słowami i zrobię wszystko, żeby nie było to jedno wielkie "zajebisty" :D

Zacznę od tego, że NC15 to kolor idealny dla mnie - bledziocha. Jest jaśniutki, beżowy, idealnie rozświetla okolice oka (rozjaśnia, bo nie zawiera żadnych drobin). Nie ma problemu z jego rozprowadzaniem - nie robi smug ani prześwitów, nie zastyga za szybko więc łatwo się z nim pracuje. Pokrywa skórę równomiernie i bardzo dobrze wyrównuje jej koloryt. Z moimi zasinieniami radzi sobie bardzo dobrze. Używam mojego już od około pół roku i nie zauważyłam, żeby przesuszał delikatną skórę wkoło oczu. Absolutnie nie jest to korektor ciężki. Nie wchodzi w zmarszczki, nie podkreśla ich. W trakcie dnia praktycznie pozostaje w niezmienionym stanie. Czy 15 godzin? Trudno mi powiedzieć bo przeważnie zmywam makijaż po 12, maksymalnie po 14 ale wtedy nadal skóra jest wyrównana więc chyba działa? :) Przypudrowany jest tym bardziej nie do zdarcia. Można go rozprowadzać palcami, można puchatym pędzlem. Uwielbiam nakładać go trójkątem pod oczy, wyciągając aż w kierunku skroni. Dzięki temu twarz zyskuje wielowymiarowości. Jest diablo wydajny bo dzięki świetnej pigmentacji wystarczy kropelka wielkości małego ziarenka pieprzu na pokrycie całej interesującej nas powierzchni. Słyszałam, że niektórzy wizażyści wykorzystują go jako podkład właśnie dlatego, że ma tak fajne krycie i wydajność. Krycie można stopniować, mnie zadowala takie, jaki zobaczycie na zdjęciach ale jeśli potrzebujecie większego krycia - można odczekać chwilę i dołożyć warstwę nr 2.

NC15 - NC30


Ostatnio pokazałam Wam twarz bez makijażu oraz z samym podkładem (o zgrozo, mam nadzieję, że na OIOM nikt nie trafił!) a dzisiaj czas na zdjęcia, na których do tej umalowanej podkładem twarzy dodałam korektor Pro Longwear pod oczy. 

Efekt przed i po: 


I proszę nie mówić, że nie mam sińców pod oczami bo mam (zdjęcie z tej samej sesji co powyższe):


A tak wyglądają po użyciu korektora:


Czy ma minusy? Nie ma moim zdaniem produktów IDEALNYCH w 100% dlatego i tu znajduję jeden mały minus. A jest nim pompka. Trzeba ją wyczuć i jest to wykonalne, ale najczęściej zdarza się, zwłaszcza w pośpiechu, że wyciska się zbyt dużą jego ilość. Nie jest to jakaś totalna katastrofa, dlatego, że to, czego nie zużyję pod oczy zazwyczaj nakładam na brodę, czoło czy miejsca, które podkład pokrył nie do końca.

Czy go polecam - oczywiście! Pamiętajcie jednak, że ta seria to moje subiektywne odczucia. To moje hity, bez których nie wyobrażam sobie mojej kosmetyczki i ja się tutaj nimi tylko dzielę z Wami. Jest to dla mnie całkowicie oczywiste, że to, co przypasowało mi, niekoniecznie musi się spodobać Wam i w drugą stronę. Dlatego to nie tak, że prezentuję Wam tutaj "absolutnie najlepsze kosmetyki wszech czasów"! To są MOJE hity - czy staną się Waszymi? To zależy od Waszych preferencji i upodobań ale z mojej strony polecam się im choćby przyjrzeć.

2014/11/09

Nowości w kosmetyczce :)

Spytałam przed chwilą na Fanpage'u, czy posty o nowościach kosmetycznych nie są już przypadkiem passe, czy jeszcze  kogoś to interesuje :) Mnie zawsze interesowało, uwielbiam podglądać co inni kupują, ileż zachcianek mi się w ten sposób wygenerowało! Jeśli nie lubicie tego typu postów - po prostu poczekajcie do jutra na bardziej merytoryczny post o kolejnym M·A·Cowym hicie. Dzisiaj senna i spokojna niedziela więc post bogaty w zdjęcia a bardziej ubogi w głębokie treści :) Chwytajcie zatem popcorn i przewijajcie dalej pamiętając, że łupy te obejmują nieokreślony przedział czasowy gdzieś tak ze 2-3 miesiące wstecz.

P.S. Jeśli jakiegoś produktu użyłam, w dwóch zdaniach powiem o pierwszych wrażeniach ale absolutnie nie traktujcie tego jako recenzji!

Zamówienie z Craft & Beauty czyli nasze polskie dziewczyny robią cuda na miarę YC i Lusha! O Bąkach Małpy pisałam Wam TUTAJ. Uwielbiam! Tutaj kolejna moja dostawa cudowności, tym razem od dziewczyn dostałam do zamówienia kilka niespodzianek - dziękuję :* Wszystko pachnie obłędnie.


Podczas spaceru po Rossmannie znalazłam kilka nowości. Za ceny w granicach 5-7 zł żal było nie przygarnąć. Nowości z linii Welleness & Beauty czyli żel pod prysznic i balsam do ciała z linii z mango oraz migdałowy olejek pod prysznic, który pachnie identycznie jak ten z L'Occitane (KLIK). Jestem arcyciekawa jego działania.



Wpadło do mnie także kilka nowości Make Up For Ever - między innymi paleta kamuflaży, na którą już dawno się czaiłam. No i coś, za czym obleciałam całe targi poznańskie czyli podstawka do mieszania podkładów, kremów itp.  Zainwestowałam także w w pigmenty do podkładów, których dodaje się po kropelce aby zmienić tonację lub odcień fluidu. Dla mnie - bledziocha - biały Chromatic Mix to może być wybawienie :)


Popełniłam w międzyczasie kilka zamówień z Mintishop. Zdecydowałam się na wypróbowanie kilku produktów z zachwalanej marki Makeup Revolution. Na pierwszy ogień poszedł rozświetlacz Golden Lights - całkiem niezły zresztą, oraz matowa szminka You Took My Love. Szminka mnie w sobie rozkochała na tyle, że po jednym użyciu (z sukcesem nawet!) zamówiłam dwie kolejne: Rebel i Keep Trying For It. Pierwsze użycie Rebel i ... koszmar. O ile YTML pięknie się aplikowała i szybko i równo zastygła o tyle Rebel stygnął na ustach wieki, każdorazowe zaciśnięcie ust kończyło się koszmarnymi prześwitami... Nie wiem co zrobiłam z nim źle, spieszyłam się, do tego doszło problematyczne nakładanie i być może popełniłam jakiś błąd. Na pewno Wam je pokażę ale potrzebuję więcej czasu, żeby je lepiej poznać.


Paleta Death By Chocolate zrobiła na mnie caaaaaaaałkiem niezłe wrażenie, sądzę, że jeśli ktoś szuka niezłych palet w przystępnych cenach warto zwrócić na nią uwagę. Perły nie są chamskie, maty przyzwoite do tego śmieszne bajeranckie opakowanie - jestem za! Fioletową szminkę Make It Right mogliście podejrzeć w Halloweenowym makijażu TUTAJ.


Moje szminkowe szeregi zasiliły także nowe szminki z Zoevy, o których już Wam pisałam (KLIK). Po latach postanowiłam zaeksperymentować z podkładem i zamówiłam Revlon Colorstay w moim odcieniu Buff, mam go teraz w obu wersjach - do skóry tłustej i suchej i próbuję ogarnąć różnicę między nimi co na razie średnio mi idzie. Szampon i pędzel to produkty dorzucone do koszyka, żeby dobić do darmowej wysyłki, zawsze się przydadzą :) 


Złożyłam małą wizytę w Sephorze, gdzie zaopatrzyłam się w kilka produktów ich marki, którą coraz bardziej sobie cenię. Micel czeka na swoją kolej, ale na kursie wizażu doskonale spisywał się w kwestii doczyszczania z trwałego podkładu wszelkiej maści pędzli. Natomiast peeling w solniczce - no cóż - dałam się schwytać sprytnym marketingowcom (ta forma, to opakowanie) i.... powiem Wam, że jestem nim zachwycona! Niebawem więcej na jego temat.


Nie mogłabym oczywiście nie chwycić po kolorówkę - moje ulubione konturówki obok M·A·Cowych Lip Pencil. Fakt, że są one niewielkie ale w sumie niektóre kolory w takiej wielkości w zupełności mi wystarczą. Świetną, genialną wręcz nowością są mineralne pudry prasowane w typie M·A·Cowych Mineralize. Dają półmatowe wykończenie, ładnie wyrównują to, czego podkład czasem nie dorównał, trzymają się na budzi dość długo nie wymagając ciągłych poprawek w trakcie dnia. Na pewno doczekają się osobnego posta. No i baza do brokatu. Idzie powoli karnawał, więc sądzę, że takie bazy będą istotnym składnikiem makijaży. Jestem jej ciekawa. 


Napad na Naturę i Golden Rose (to drugie w trakcie weekendu zniżek -20%) zakończył się kupnem kilku drobiazgów. Lakiery są super, zakochałam się w tych jaśniutkich! Jak nigdy takich nie lubiłam, chyba to przez ciut lepszy stan skórek. Tusze czekają na swoją kolej, podobnie jak masełko do ust. Jesienna limitka Essence całkiem niezła, jednak chyba zatrzymam z niej tylko róż i czerwoną szminę. Ta jaśniejsza jest u mnie na moich dość mocno napigmentowanych ustach praktycznie niewidoczna a nad cieniami ciągle myślę bo nic im nie brakuje, tylko nie wiem czy do końca są mi potrzebne, skoro i tak częściej sięgam po M·A·C.


Ze wspólnego zamówienia z Anią z bloga Made By Ania (KLIK) doleciały moje mydełka z Bath & Body Works, które po prostu uwielbiam i których muszę mieć zawsze zapas! Preferuję wersję Deep Cleansing bo nie wysusza moich rąk, co zdarzało się wersji piankowej. Kocham za zapachy! I strasznie żałuję, bo ostatnio mój mąż upodobał sobie Creamy Pumpkin a już  niestety nie było tego zapachu przy okazji ostatniego zamówienia... Mam również trzy pomadki Milani, w których jestem totalnie zakochana, takie kremowe, takie piękne odcieni i takie niedrogie! To może być tylko w USA ;) Do tego coś, co zawsze chciałam spróbować ale jakoś nigdy się nie złożyło - TooFaced Melted lips. Miodzio.




Ostatnio zrobiłam napad na Organique - od dawna kusiła mnie seria Anti Age ze względu na szałowy zapach serii greckiej. No i jest - żel pod prysznic i masło. Czekają na swoją kolej a ja nie mogę się doczekać tej kolei. ;) Do tego olej bazowy i olejki eteryczne z - jakże by mogło być inaczej - bergamoty i cynamonu. 


Zapolowałam przedwczoraj na limitowaną edycję świąteczną w The Body shop - urzekła mnie kompozycja zapachowa linii jabłkowej, do tego galaretka pod prysznic - będzie ciekawie! 


 M·A·Cowe nowości świąteczne pokażę Wam w jednym zbiorczym poście kiedy dojedzie do mnie zamówienie. Natomiast oprócz tych najświeższych M·A·Czków doleciały do mnie zamówione w tym miesiącu produkty, między innymi z kolekcji Rocky Horror Picture Show (KLIK). Puder Sculpt & Shape to geniusz konturowania :D A szminka Nouvelle Vogue to przepiękna propozycja na dzień!


Zaszalałam też Chanelowo - błyszczyk do ust oraz gwiazda kolekcji świątecznej - rozświetlacz Camelia de Plumes. Potrzebuję czasu na testy błyszczyka bo po pierwszej probie niezbyt przypadł mi do gustu. Co mnie bardzo zdziwiło, bo zwykle produkty do ust spod szyldu Coco były niezawodne...


Najświeższym zaś zakupem jest ona - nowa paleta UD Vice3 przywieziona prosto z miasta miłości Paryża przez kochaną Paulinę - btw zajrzyjcie na jej stronę - pięknie maluje! Pierwsze słoczowanie na gorąco za mną - od jutra zaczynam malowanki :)


Oprócz tego, co sobie kupiłam, otrzymałam też kilka rzeczy do przetestowania. 

Od evree - olejki i dwa kremy. Skuszona pojawiającymi się już w sieci recenzjami otwarłam Magic Rose i jestem w trakcie używania. Pachnie obłędnie, fajnie nawilża, nie zapchała mnie! Super sprawa i na pewno coś jeszcze o niej u mnie usłyszycie!


Avon podesłał nowości - bardzo przyjemny, słodki i jesiennie otulający zapach Luck i nowe kremy z serii Anew (czekają na swą kolej).


A firma Pixie powracając na rynek podesłała mi 30 próbek podkładu abym mogła wybrać sobie odpowiedni kolor i w zeszłym tygodniu doleciał do mnie Almond Milk w pełnym opakowaniu. Pamiętacie Pixie? Wieki temu pokazywałam Wam korektory wygrane w konkursie KLIK.


Na pewno są jeszcze rzeczy nie zawarte w tym poście, pojedyncze produkty itp. Ale to tak z grubsza :) 
Jest coś co przykuło Waszą uwagę? Coś, o czym chcielibyście przeczytać? Dajcie znać w komentarzach :) Z chęcią też poczytam o tym, co Wy fajnego ostatnio kupiliście!